facebook instagram
Copyrights © 2013 Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Home
  • Kategorie
    • Paznokcie
    • Włosy
  • O mnie
  • Kontakt

Pielęgnacja, włosy, kosmetyki

Hej :) Tak jak obiecałam dzisiaj robię aktualizację włosową. To, co rzuca mi się w oczy, kiedy porównuję zdjęcie z listopada z aktualnym, to długość. Wygląda na dobre więcej niż 3 cm,  z czego jestem baaaardzo zadowolona. Same spójrzcie.

Po lewej listopad 2013, po prawej luty 2014. Minęły niecałe 3 miesiące. Perspektywa jest trochę inna, ale patrząc względem ramion, widać te dodatkowe centymetry.


Jeśli chodzi o pielęgnację, używałam szamponów Timotei, Jantar a teraz Garnier Ultra Doux z awokado. Jako odżywkę przy każdym myciu maska Biovax, Nivea do długich włosów i resztki balsamu Seboradin Niger. Teraz znów kupiłam Garnier z awokado do kompletu z szamponem. Co jakiś czas robiłam też swoje własne maski. O olejowaniu zapominałam. Jedynie ich niewielkie ilości pojawiały się w moich miksturach.

Do stylizacji kupiłam obrotową lokówko suszarkę Babyliss. Jestem mega zadowolona i dziwię się, że wcześniej na to nie wpadłam. Do tej pory układałam włosy suszarką i osobną, drucianą, okrągłą szczotką. Teraz na wysuszenie włosów tracę o wiele mniej czasu, używam do tego jednej ręki a moja szczotka wykonana jest z włosia dzika. Po każdym jej użyciu moje włosy są gładkie, miękkie i idealnie ułożone. W dodatku nie niszczę ich poprzez szarpanie rozgrzanym metalem.

Tutaj aktualne zdjęcia w porównaniu z fleszem i bez, bo wiem, że potrafi on przekłamać rzeczywisty wygląd włosów.



Patrząc na swoje włosy jestem z siebie bardzo dumna. Wytrwałam w postanowieniu o niefarbowaniu ich i przestrzegam wielu pomocnych zasad. Dla przypomnienia, zaczynałam bloga z takim czymś... Nie da się ukryć, że było to jedno wielkie zniszczenie. Lata farbowania, prostowania i braku świadomości, że małe rzeczy mają wielki wpływ na wygląd włosów (np. tarcie ręcznikiem, spanie w mokrych i rozpuszczonych włosach itp.).



13:57 7 komentarze
Cześć kochane! Dawno mnie tu było i bardzo zaniedbałam bloga. Kompletnie straciłam wenę i siłę do tworzenia nowych postów. Mam teraz na głowie dużo obowiązków i coraz mniej czasu na opisywanie swojej pielęgnacji. Jeśli chodzi o główny temat, czyli włosy, to są one w świetnym stanie i ciągle sobie rosną, ale wiadomo, do celu jeszcze długa droga. W najbliższym czasie postaram się zrobić aktualizację ze zdjęciami. 
Jestem też w trakcie delikatnego remontu w pokoju. Nowe meble, kolor ścian i takie tam. Czuję, że pojawi się też post z inspiracjami do mojej sypialni. Będzie w niej bardzo jasno. Kolorem przewodnim będzie biel. 

To może na dziś tyle, teraz zapraszam Was do przeczytania recenzji kremu Iwostin, który miałam okazję przetestować dzięki aptece www.i-apteka.pl .

Do przetestowania wybrałam krem wzmacniający naczynka, bo mam delikatny problem z zaczerwienionymi miejscami na twarzy. Głównie środek policzków. Krem ma za zadanie intensywnie pielęgnować skórę naczynkową, nawilżać i zmniejszać zaczerwienienia. Stosowałam go na noc codziennie przez dwa miesiące.

Tubka kremu ma pojemność 40 ml. Mało, ale po dwóch miesiącach mam go jeszcze na pewno połowę, a może i więcej. Stwierdzam więc, że jest wydajny. Ilość odpowiadająca wielkości ziarnka grochu starcza na dokładne posmarowanie całej buzi. Po nałożeniu przez chwilę czuć tłustą warstwę, ale szybko się wchłania. W dodatku bardzo ładnie pachnie :)
Nie wywołał u mnie żadnych podrażnień, ale jeśli chodzi o nawilżenie, to dla mojej skóry było ono zdecydowanie za małe, bo po jakimś czasie znów pojawiły się suche skórki na skroniach, policzkach i czole. Nic chyba nie dorówna nawilżeniu, jakie daje mi Cetaphil. 
Główne zadanie, jakiemu miał sprostać, było zmniejszenie zaczerwienień. Jeśli mam być szczera, to nie widzę różnicy. Nie wiem z resztą, czy są jakieś kremy, które faktycznie potrafią poradzić sobie z tym problemem i są w rozsądnej cenie. 

Jeśli mam go ogólnie ocenić, to jest to przyjemny, lekki, delikatnie nawilżający krem, który nie wyrządzi nam szkody, ani nie zrobi nic bardziej pożytecznego. Jest jakby neutralny. Wykończę go i być może w przyszłości wypróbuję inne produkty z tej serii ze względu na ich delikatność. Może zainwestuję w jakiś żel do mycia twarzy lub tonik. 

Skład dla zainteresowanych:
Aqua Cetearyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Cyclomethicone, Decyl Cocoate, Glycerin, Ethyoxydiglycol, Capryli/Capric Triglyceride, Vitis Vinifera Oil, Propylene Glycol, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Squalane, Esculin, Tocopheryl Acetate, Pentaerythrityl Distearate, Glyceryl Stearate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Polysorbate 60, Shea Butter, panthenol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane Polysorbate 80, Troxerutin, Biosaccharide Gum, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, PEG-8, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Parfum

Miałyście do czynienia z tą firmą? Jak wrażenia? 
13:16 2 komentarze
U mnie w mieście zima przyszła chyba już na dobre. Mroźne powietrze atakuje jak może i moje usta już zdążyły na tym ucierpieć. Zrobiły się strasznie spierzchnięte, pękają i schodzi z nich skóra. No jest ciężko. Bez większego zastanowienia poleciałam więc po ratunek do Rossmana. Wybór pomadek jest naprawdę ogromny. Mój wybór padł na Regenerujący balsam do ust z Eveline. Ma olejek arganowy i spf 20, wiec pomyślałam, że będzie w porządku. 

Jak wspomniałam, usta były w opłakanym stanie. Bałam się, że sam ten balsam może nie starczyć, ale jak się okazało po jednym dniu intensywnego używania wszystko wróciło do normy. Usta są gładkie i nawilżone a po masakrze nie ma ani śladu. Już po pierwszym użyciu przestałam odczuwać to specyficzne, nieprzyjemne pieczenie. Wiem, że nie jest to na pewno zasługa olejku, bo jest on w składzie przedostatni... :) Truskawki też tu za bardzo nie czuć, a ponoć jest to balsam truskawkowy. Trochę nas tu producent oszukuje, ale mimo to produkt działa świetnie i regeneruje nawet mocno wysuszone i popękane usta, wiec bardzo polecam. Uratował mnie i chyba zagości w mojej torebce na stałe. 

PS. Wiem, że ostatnio rzadko się tu pojawiam, ale dostałam nową pracę i wiecie jak to jest :) Próbuję jakoś poukładać sobie czas, więc niedługo wszystko wróci do normy. 
13:42 6 komentarze
Ostatnio znów przypomniało mi się o metodzie OMO (odżywka|mycie|odżywka) i z powodzeniem zaczęłam ją stosować. Kiedyś też myłam w ten sposób włosy, jednak nieco inaczej, bo na mokro. Wyglądało to tak, że wchodziłam pod prysznic, moczyłam włosy, na długość nakładałam odżywkę, nie spłukując jej myłam głowę szamponem, spłukiwałam całość i znów nakładałam odżywkę. Przyznam, że nie zauważyłam wtedy jakichś spektakularnych efektów. 

Jak wygląda metoda OMO na moich włosach?

Tym razem postanowiłam zmienić technikę. Teraz nakładam odżywkę na suche włosy około pół godziny przed planowanym myciem włosów. Czasem nawet zostawiam ją na całą noc w połączeniu z jakimś olejem. Odżywką, którą używam jest właściwie maska Biovax z olejami. Jeśli chodzi o szampon, to nie wymyślam, że musi być łagodny/mocny/specjalny. Używam tego, który aktualnie jest otwarty, czyli w tym przypadku Equilibra wzmacniająca. Drugą odżywką jest zazwyczaj również Biovax, bo go uwielbiam i jest dla moich włosów świetny. Jeśli nie on, to cokolwiek co muszę zużyć. Po tej metodzie zawsze dodatkowo zabezpieczam końcówki serum. Ja mam jeszcze trochę resztek serum z Biovaxu i to jego używam w tym celu. Ładnie pachnie, nabłyszcza i wygładza.

Po takim myciu włosy bardzo mi się odwdzięczają. Są super miękkie, jak nigdy! Gładkie, błyszczące i bardzo nawilżone i odżywione. Wyglądają wyjątkowo zdrowo. Stosuję tą metodę za każdym razem, kiedy myję włosy, czyli co 1/2 dni.

Któraś z Was stosuje tą metodę? Co o niej sądzicie?


19:18 12 komentarze
Wiem, że o tym płynie micelarnym mówiło się już dużo w blogosferze, ale ja zakupiłam go dopiero miesiąc temu, bo musiałam zużyć Biodermę. Garnier miał być właśnie jej tańszą alternatywą. Zapłaciła za niego niecałe 15 zł, a Bioderma kosztowała mnie ok. 50 zł. Trzeba jednak przyznać, że starczyła mi na 7 miesięcy, a miała 250 ml (!). Jest to jak najbardziej opłacalne, ale Garnier wychodzi jeszcze taniej i starcza na dłużej, bo jego pojemność wynosi 400 ml.

Więc tak, używam tego płynu już od miesiąca, a zużycie jest naprawdę niewielkie. Używam go do demakijażu twarzy, oczu i jako tonik. Wydaje się, że starczy mi na bardzo długo. Pozostawia na twarzy bardzo przyjemne uczucie, koi ją i łagodzi. Nie ściąga i nie wysusza skóry i nie zostawia zbyt tłustego filmu. Jest tak łagodny, że nie pojawiły mi się po nim podrażnienia ani pryszcze.

Jedyną jego wadą, jest jak dla mnie jego "bezzapachowość". Niby nie pachnie, ale kiedy nałożę go na twarz czuję jakby wilgotną ziemię z kwiatów.... średnio jest to przyjemne, ale taka jakość za taką cenę to naprawdę rzadkość. Mimo jego dziwnego (nie)zapachu warto w niego zainwestować. W dodatku często jest w promocji, więc jego cena waha się w granicach od 10 do 15 zł. 

Podsumowując: Łagodny (nie podrażnia, koi skórę), tani, dobrze oczyszcza, delikatnie nawilża, lekko śmierdzi.

Jest to po prostu bardzo przyjemny płyn do demakijażu. Łagodny i skuteczny, czego chcieć więcej? Jeśli macie na niego ochotę, jest teraz dostępny w Super-Pharm o 30% taniej. 
14:39 20 komentarze
Hej! Dziś postanowiłam zrobić małą aktualizację włosową. Wybaczcie mi tylko te nieprofesjonalne zdjęcia, ale ostatnio zawsze, kiedy chcę zrobić fotki do aktualizacji, to nie ma przy mnie mojego pomocnika :)
Może tego nie widać, ale końcówki z przodu są dość przesuszone i porozdwajane. To oczywiście zasługa tego, że zapuszczam włosy z boba i od tamtej pory nie odwiedziłam fryzjera, żeby mi je wyrównał, tylko sama przy nich mieszam. W listopadzie mam zamiar w końcu udać się do profesjonalisty, który nada moim włosom odpowiedni kształt. Mam nadzieję, że znajdę kogoś, kto zrozumie, że zależy mi na długości i skróci ich jak najmniej. 

Jeśli chodzi o pielęgnację, to przez ostatni czas używam wzmacniającego szamponu Equilibra. Sprawdza się raczej średnio i mam po nim dość szorstkie i matowe włosy, ale chcę już go zużyć i kupić coś nowego. Moimi odżywkami są Timotei Precious Oil, Nivea z keratyną i balsam Babuszki Agafii. Do tego co jakiś czas olejuję włosy. Ostatnio zaczęłam kombinować i wymieszałam olej kokosowy z Alverde i odżywką Biovax. Wyszło całkiem przyjemnie i odżywczo.
Po każdym myciu pryskam włosy odżywką bez spłukiwania z Gliss Kur i to wszystko. Narzekam tylko na te niesforne końcówki, ale niedługo się ich pozbędę. Wiem, że wtedy cała fryzura zyska zupełnie inny, zdrowszy wygląd.

Na zdjęciu poniżej widać kilka białych kropek z rozdwojonych końcówek. W rzeczywistości jest ich o wiele więcej i ogólnie włosy z przodu są o wiele bardziej zniszczone niż z tyłu. Zdecydowanie nadszedł czas odwiedzić fryzjera, w końcu minął już rok! Nie wiem, czy nie zrobić sobie przy twarzy tak zwanych "pazurków", żeby nadać włosom trochę lekkości ale jednocześnie pozbyć się jak najwięcej zniszczeń.

Chętnie przeczytam Wasze porady na temat kształtu fryzury przy włosach mojej długości.


15:41 13 komentarze

W weekend postanowiłam po raz kolejny użyć henny Khadi. Było to już moje czwarte podejście i za każdym razem moje włosy stają się zupełnie inne - lepsze :)

Tym razem nieco ulepszyłam "papkę". Pół saszetki zalewałam ciepłą wodą do uzyskania konsystencji podobnej do śmietany. Później dodałam poniższe składniki:
  • Łyżka maski do włosów Wax Awokado (przy okazji w końcu ją zdenkowałam)
  • Łyżeczka cynamonu, żeby nieco złagodzić ostry zapach henny
  • Sok z połowy cytryny
Produkt dokładnie rozrobiłam w szklanej misce i  wymieszałam drewnianą łyżką. Zawinęłam miskę w reklamówkę i odstawiłam na kilka godzin w ciepłe miejsce, żeby henna uwolniła więcej barwnika.

Efekty, jakie uzyskałam na włosach, to przede wszystkim delikatna zmiana koloru. Włosy lekko się przyciemniły i nabrały cieplejszego, brązowego odcienia. Dodatkowo niesamowicie się błyszczą, są wygładzone i jakby grubsze w dotyku. Nie miałam żadnego przesuszenia, wszystko poszło dobrze.

Ogromnym minusem henny jest jej nieprzyjemny i bardzo intensywny zapach. Dla mnie jest on duszący i przyprawia mnie o ból głowy. Na moich włosach utrzymuje się on jeszcze do kilku myć, czyli długo, bo myję włosy co dwa dni. Jednak efekt, jaki daje podoba mi się na tyle, że jestem w stanie to wytrzymać. Domownicy niestety też muszą :)


Zdjęcie przed i po hennowaniu
Przy okazji możecie zobaczyć stan moich włosów. Kiedy zakładałam tego bloga były one w strasznym stanie >pierwszy włosowy post<, teraz moim zdaniem wyglądają naprawdę dobrze, a co najważniejsze, są całkiem naturalne, a do tego głównie dążyłam. Jeden cel osiągnęłam, teraz dążę do uzyskania satysfakcjonującej mnie długości :)
15:52 3 komentarze
Cześć :) Dziś postanowiłam podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat pielęgnacji tłustej skóry oraz pokazać trzy produkty, które skutecznie zmniejszyły wydzielanie sebum na mojej buzi. 

Problem z przetłuszczającą się skórą mam od dzieciństwa, tzn. wieku dojrzewania. Zawsze bardzo mi to przeszkadzało choćby dlatego, że całe życie noszę grzywkę, która jak wiadomo dotyka twarzy, tłustej twarzy i sama szybciej się przetłuszcza, co wygląda nieestetycznie. Nie raz było tak, że całe włosy były świeże, a grzywka tłusta od twarzy. Ale co ja mogłam wtedy zrobić? Jako niczego nieświadoma czternastolatka naciągałam mamę na jakieś wysuszające produkty do mycia buzi. I tu popełniłam największy błąd - wysuszałam skórę. Dopiero niedawno zrozumiałam, że żeby skóra się uspokoiła i przestała wydzielać tyle sebum, trzeba ją nawilżać. Tak, nawilżanie, nawilżanie i jeszcze raz nawilżanie to u mnie klucz do sukcesu. Buzia zaczęła mi się zdecydowanie mniej przetłuszczać.

A to moje trzy ulubione i najlepsze produkty do pielęgnacji twarzy:


1. Cetaphil, balsam do twarzy i ciała. To on jest sprawcą całego dobra, jakie spotkało moją twarz. Na samym początku używałam go obficie rano i wieczorem. Już po tygodniu pozbyłam się suchych skórek z charakterystycznych miejsc typu skronie i okolice ust, które wysuszały się od produktów naładowanych alkoholem, które miały pomóc zwalczyć tłustą skórę.. Moja skóra piła ten krem przez dobre dwa miesiące. Zauważyłam, że zaczyna się robić delikatna, gładka, pojawia się mniej wyprysków, ale też mniej sebum! Postanowiłam przystopować i zaczęłam używać go tylko wieczorem, teraz używam go raz na jakiś czas i ciągle cieszę się mocno nawilżoną i odżywioną skórą. Oczywiście kiedy zaczęłam go używać, odstawiłam wszystkie wysuszające produkty, których do tej pory nieświadomie używałam.

2. Synergen, peeling do codziennego stosowania do skóry wrażliwej. Z mocnego zdzieraka z Garniera przestawiłam się na ten delikatny peeling, który świetnie usuwa martwy naskórek, ale też po użyciu zostawia skórę widocznie nawilżoną i wypielęgnowaną. Jest świetny, robi co ma robić a przy tym jest bardzo delikatny. Nigdy nie miałam po nim uczucia ściągniętej lub wysuszonej skóry. Odkąd go używam, nie zauważyłam też żeby wyskakiwały mi jakieś duże niespodzianki, jak to było kiedyś.

3. Bioderma, serum zwężające pory. Jest to jedyny produkt, który ma lekkie działanie wysuszające, ale nie jest ono na tyle silne, żeby przesuszyć mi skórę. Moim zdaniem on nawet nie wysusza. Jest to produkt, który matuje skórę, ale ani razu nie miałam po nim uczucia ściągnięcia lub przesuszenia. Wręcz przeciwnie, nakładam go i czuję nawilżenie a widzę mat. To już moje kolejne opakowanie i naprawdę uwielbiam ten produkt. Dzięki niemu mogę cieszyć się naprawdę matową skórą. Taką, o jakiej zawsze marzyłam. Nie mam pojęcia, jak to działa, ale jest niesamowite. 

Któraś z Was ma tłustą cerę? Jak sobie z nią radzicie?
10:00 20 komentarze
Lato w pełni, więc pomyślałam, że zrobię post o letnich produktach, które są mi niezbędne w upalne dni. Zapraszam :)

1. Krem po opalaniu. Nie używałam, nie używam i zapewne nie będę używać filtrów. Nie jestem nauczona ani przyzwyczajona, natomiast zawsze używam kremu po opalaniu. Nieważne czy opalałam się godzinę czy cztery, zawsze po nawilżam skórę i super, jeśli jest to produkt przeznaczony do tego celu, bo dodatkowo utrwali opaleniznę.
2. Woda termalna. To moje stosunkowo niedawne odkrycie, ale już wiem, że zarówno to i kolejne lata się bez niej nie obędą. Nawilżyć wysuszoną twarz w środku skwaru to cudowne uczucie. Woda termalna daje ukojenie i chwilę orzeźwienia.
3. Suchy szampon. W ciągu gorącego dnia skóra głowy się poci a włosy tracą na objętości i estetycznym wyglądzie. Żeby poprawić ich wygląd bez ponownego mycia, używam suchego szamponu. Nie dość, że nada włosom piękny zapach na całkiem długi czas, to jeszcze je odświeży.
4. Antyperspirant. Nie muszę się tu chyba dużo rozpisywać. Latem każdy się poci, więc warto się jakoś zabezpieczyć. Ja lubię w tym celu małe antyperspiranty w sztyfcie, bo mogę wszędzie je ze sobą zabrać i dyskretnie się odświeżyć, a nie psikać dookoła, żeby wszyscy wiedzieli.
5. Odżywka bez spłukiwania. Jak już wspominałam którymś wcześniejszym poście, odzywka bez spłukiwania jest idealna do szybkiego odżywienia włosów latem. Włosy mają ciągły kontakt ze słońcem, które je wysusza. Warto więc mieć coś, co raz dwa nawilży czuprynę. Dodatkowo to super sprawa po basenie lub kąpieli w morzu czy jeziorze. 
6. Pomadka nawilżająca. Latem moje usta są wieczne suche i mam takie nieprzyjemne uczucie, że są napięte, dlatego pomadka to podstawa. Codziennie, kilka razy dziennie, ciągle. Smaruję usta kiedy tylko poczuję, że poprzednia warstwa się starła. Dzięki temu mam miękkie i nawilżone usta cały czas.
7. Okulary przeciwsłoneczne. Nienawidzę, kiedy muszę mrużyć oczy, bo słońce świeci mi prosto w twarz. Zwykle wtedy rozmazuje mi się też tusz i wyglądam fatalnie, dlatego okulary (z filtrem!) to podstawa przy wyjściu gdziekolwiek.

10:00 25 komentarze
Ostatnia aktualizacja miała miejsce 12 czerwca, minął ponad miesiąc, więc czas zobaczyć co tam słychać u moich kłaków :) Na pewno w końcu ogarnęłam się pod względem pielęgnacji. Co drugi dzień nakładam olej a po jego zmyciu pod czepek leci maska. Moje włosy to uwielbiają i po takim małym spa są prawie idealne.
Jeśli chodzi o długość, to jakoś tego nie kontroluję. Mają rosnąć, więc rosną i ich nie ścinam. Większość czasu chodzę w kitce lub dobieranym więc kiedy tak czasem postanowię je rozpuścić, widzę, że są już całkiem długie, ale wiadomo że do ideału mi daleko.
Jak wiecie, zaczęłam trzymiesięczną kurację Priorinem, więc to będzie na pewno dobry okres dla moich włosów. Ostatnio się rozleniwiłam, ale teraz znów stawiam włosy na pierwszym miejscu. Połączenie suplementu i intensywnej pielęgnacji na pewno wyjdzie im na dobre. Po cichu liczę też na jakieś nadprogramowe centymetry.

A tak włosy prezentują się dziś, w lipcu. Specjalnie wyprostowane, żeby zobaczyć długość. Mnie zadowala :) Mam ostatnio ochotę wybrać się do fryzjera na wyrównanie włosów po bobie z września, ale boję się, że znów pójdzie 10 cm. Jeśli jest wśród Was jakaś szczecinianka, bardzo proszę o polecenie dobrego fryzjera, będę wdzięczna! (Nie mogę napatrzeć się na to zdjęcie, jestem mega dumna, że wytrzymałam bez farbowania już dwa lata i ciesze się naturalnymi włosami. Nigdy więcej nie tknę farby, nie zniszczę tak ciężkiej pracy)



Co do produktów, które używam, to ostatnie dwa miesiące myłam głowę Planeta Organica Aleppo. Teraz wróciłam na chwilę do Alterry aloesowej, ale mam zamiar kupić Equilibrę przeciw wypadaniu. 
Moją odżywką był balsam Receptur Babuszki Agafii na cedrowym propolisie na zmianę z Garnierem AiK. 
Maski to moi standardowi ulubieńcy czyli Bovaxy. Aktualnie używam tej z olejami i denkuję latte.
Wcierek nie używałam żadnych, ale za to zaczęłam używać odżywki Gliss Kur bez spłukiwania. 
Czeszę się standardowo Tangle Teezerem i drewnianym grzebieniem z TBS.
Od miesiąca nie używam suszarki i widzę, że moje włosy odżyły już całkowicie :)
10:00 16 komentarze
Hej :) Przypominam Wam dziewczyny, że została już ostatnia szansa na zdobycie trzymiesięcznej kuracji Priorin Extra! Aby ją wygrać, wejdź na stronę o godzinie 18 i jako pierwsza wypełnij ankietę. Podaj unikalny kod z mojego bloga i czekaj na maila z informacją o wygranej :) 


09:59 1 komentarze
Jakiś czas temu będąc w Rossmanie wpadła mi w oko baza pod lakier z Maybelline. Do tej pory moją bazą były wszelkiego rodzaju odżywki, które jednak były tylko odżywkami. Zachciało mi się przetestować coś, co nie tylko ochroni moje paznokcie, ale i zwiększy trwałość lakieru. Tak oto do mojej niemałej kolekcji trafił Maybelline Manicure Express.



Nie ma się tu co za bardzo rozpisywać. Produkt albo się sprawdza, albo nie, ale mimo wszystko opowiem o szczegółach. Buteleczka o pojemności 10 ml jest zgrabna a pędzelek wygodnie trzyma się w ręce. Nie ma też problemu z odkręcaniem, jak to czasem bywa. Co do samego pędzelka, jest on malutki, ale bardzo dobrze rozprowadza produkt. Konsystencja tej bazy jest całkiem rzadka, ale natychmiast się wchłania pozostawiając na paznokciu leciutką, niezauważalną warstwę.
Teraz najważniejsze - działanie. Jeśli mam być szczera, to nie oczekiwałam od tego produktu za dużo. Myślałam "baza jak baza, tania, to pewnie słaba". Przyznam, że miło się rozczarowałam, ponieważ spokojnie przedłuża trwałość lakieru aż do tygodnia, gdzie bez takiego produktu lakier zwykle utrzymuje mi się maksymalnie przez 3 dni.
Przyjemnymi plusami są też nieduża cena i łatwa dostępność. Myślę, że warto mieć taką bazę między swoimi lakierami :)

Używacie baz pod lakiery? Co sądzicie na ten temat?
13:00 7 komentarze
Ostatnio rzadko bywam na blogu, wakacyjne lenistwo pochłonęło mnie dość mocno a w międzyczasie szukam nowej pracy. Przychodzę więc do Was z lekkim postem o tym, co ciekawego ostatnio kupiłam. Tym razem nie tylko kosmetycznie :)


Postanowiłam zaopatrzyć się w wakacyjny niezbędnik, czyli strój kąpielowy. Nie miałam żadnego, a jak tu wyjść bez niego na plażę :) Z pomocą przyszedł mi sklep Sinsay. Komplet kupiłam za niecałe 30 zł, więc bardzo tanio. Leży świetnie a stanik mimo braku ramiączek absolutnie się nie zsuwa. Lustrzane okulary również kupiłam w Sinsay. Solidne, wygodne i z filtrem. Nie mogłam oprzeć się też tym uroczym kolczykom, a gumki bez metalowych elementów dorwałam już przy samej kasie i jestem z nich zadowolona. Piękny, lawendowy lakier Golden Rose dorwałam w małej drogerii. Bardzo podoba mi się to, jak prezentuje się na paznokciach, więc na pewno poświęcę mu osobny post.

Jak widać i ja nie mogłam oprzeć się Biedronkowej okazji na suchy szampon Batiste. Miałam wcześniej mniejsze opakowanie, które wrzuciłam do koszyka przy zakupach w Minti i byłam na tyle zadowolona, że teraz nie wahałam się ani chwili :) W promocji w Super-Pharm wzięłam odżywkę Gliss Kur bez spłukiwania, bo takiej nie posiadam, a w wakacje to bardzo przydatna rzecz. Nie ma nic lepszego dla włosów latem niż szybkie odżywienie ich po kąpieli w basenie lub morzu. W bardzo przyjemnej promocji było też moje ukochane serum Biodermy. Regularna cena to 75 zł, a ja zapłaciłam 37 zł. Nie da się ukryć, że to była super okazja :)

Z całych zakupów najbardziej cieszy mnie nowy telefon, Samsung Galaxy S4. Nieważne, że opróżnił cały mój portfel do cna. Jest świetny. Spełnia wszystkie moja oczekiwania, a nawet je przerasta. Mogę robić na nim wszystko i nie ma mowy o żadnym zacinaniu, jest jak mały komputer. Działa bardzo płynnie, a to dla mnie najważniejsze.


Przypominam, że do 19 lipca możecie wygrać trzymiesięczną kurację Priorin Extra. Więcej informacji TU.
14:48 19 komentarze

Kontynuując poprzedni post (ponieważ tych dwóch produktów używałam razem), drugim produktem, który naprawdę dobrze zrobił moim włosom, jest balsam ba cedrowym propolisie z Receptur Babuszki Agafii. Jest on naprawdę przyjemny i dobrze współgrał z szamponem Planeta Organica. 

Kilka słów z opisu:
Balsam doskonale wzmacnia włosy dzięki obecności żywicy sosny długo igielnej, która odżywia i działa silnie antyoksydująco. Woski pomagają nabłyszczyć włosy i ułatwiają rozczesywanie, a pyłki dostarczają substancji odżywczych, które przywracają włosom blask i zdrowie. Cedrowy propolis regeneruje uszkodzenia w strukturze włosów, dzięki czemu są miększe i gładsze. Trawa atamana oczyszcza włosy i pobudza ich wzrost, a berberys syberyjski łagodzi stany zapalne skóry głowy. Przetacznik łagodzi i wzmacnia skórę oraz stymuluje procesy regeneracyjne skóry głowy, dzięki czemu włosy są mocne i lśniące. Oleje tłoczone na zimno pomagają zachować nawilżenie włosów i zapobiegają utracie wody.

Skład:
Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Pinus Sibirica Ledeb Oil, Saponaria Officinalis Root Extract, Picea Albies Wood Tar, Alfredia  Cemua Cass Extract, Berberica Sibirica Pall Extract, Veronica Officinalis Extract, Geranium Pratense Extract, Panax Ginseng Extract, Araliaceae Juss Extract, Centaurium Erythraea Extract, Pinus Sibirica Pollen Extract, Jasminum Officinale Flower Wax, Cedrus Deodora Wood Oil, Rubus Saxatilis Oil, Propolis Extract Milk,Cetearyl Alcohol, Cetyl Ether, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Moja opinia:
Zacznę jak zawsze od drobiazgów, czyli opakowania. Jest to duża butelka wykonana z grubszego plastiku. Duża, ponieważ znajduje się w niej aż 600 ml produktu! Ma też ciekawy dozownik, dzięki któremu można spokojnie wydobyć odpowiednią ilość balsamu. Te dwie rzeczy powodują, że jest to naprawdę wydajny produkt. Nie mam pojęcia, kiedy mi się skończy, bo ciągle jest go dużo! Konsystencja jest lekko gęsta, powiedziałabym idealna, ponieważ ani się nie leje, ani nie jest glutem :) Jest taka, jak lubię. Jeśli chodzi o zapach, moim zdaniem jest przepiękny. Lekko słodki, delikatny i chwilę utrzymuje się na włosach. Szczególnie jeśli zwiążecie mokre włosy w warkocz i po wyschnięciu rozpuścicie. Uniesie się wtedy wokół Was piękna woń :) 
Teraz skupię się na jego działaniu. Po jego użyciu na pewno nie miałam problemów z rozczesaniem włosów. Bardzo ładnie nabłyszcza i wygładza włosy. Są miękkie i jedwabiste w dotyku. Zauważyłam też, że są lepiej nawilżone i nie elektryzują się. Czupryna wygląda na zdrową :) Nie wystąpiło u mnie żadne podrażnienie ani łupież, a nie raz nałożyłam ten balsam na skórę głowy. Nie obciążył wtedy włosów.  
Jestem z tego produktu bardzo zadowolona, ale będę testować jeszcze inne odżywki i balsamy tej marki.

Ogólnie:
+wydajny
+piękny zapach
+ułatwia rozczesywanie
+nawilża, nabłyszcza, zmiękcza włosy
+nie podrażnia skalpu
+idealna konsystencja
+wygodny dozownik

Tak jak powiedziałam wyżej, bardzo lubię ten produkt, ale będę szukać dalej :) Poza tym tego balsamu starczy mi jeszcze na ho ho! 600 ml to zdecydowanie dużo.


11:03 6 komentarze

W postach dużo ostatnio wspominałam o nowym szamponie, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Mowa tu oczywiście o szamponie firmy Planeta Organica, Aleppo.

Kilka słów z opisu:
Szampon odżywczy dostarczający włosom witamin, minerałów i aminokwasów. Do wszystkich rodzajów włosów. Szampon bogaty w substancje odżywcze pochodzące z oliwy z oliwek i ekstraktu z fig. Wyciąg z fig jest bogaty w witaminę A i C oraz roślinne enzymy zmiękczające włosy i regenerujące strukturę włosa.Olej z czarnuszki czyli z czarnego kminku dodaje włosom nawilżenia, chroni przed promieniowaniem UV i sprawia, że są miękkie. Olejek z róży damasceńskiej zapobiega przesuszaniu się włosów, a wyciąg z cedru przeciwdziała wypadaniu włosów. Szampon zawiera Magnesium Laureth Sulfate - substancję myjącą i spieniającą, która pomaga w zmywaniu zanieczyszczeń z włosów, w tym olejów.

Skład:
Aqua with infusions of Organic Olea Europaea Fruit Oil (organic olive oil), Ficus Carica (Fig) Fruit Extract (extract of figs), Nigella Sativa Seed Extract (extract of black cumin), Organic Rosa Damascena Flower Oil (organic damask rose oil), Cedrus Atlantica Bark Oil (Atlas cedaroil), Thymus Vulgaris Oil (thyme extract), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (grape seed oil), Crocus Sativus Oil (oil saffron); Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside , Potassium Olivate, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Sodium Chloride, Parfum, Citric Acid

Moja opinia:
Ten szampon jest cudowny. To mój pierwszy tak naturalny i łagodny produkt do mycia włosów. Zacznę może od opakowania, które zostało wyposażone w bardzo wygodną pompkę, dzięki której nie ma mowy o wydobyciu zbyt dużej ilości szamponu. Zapach jest przyjemny i delikatny. Konsystencja idealna. Nie jest ani za rzadki, ani zbyt gęsty. Jeśli chodzi o jego wydajność, to jest w porządku, dzięki pompce, o której wspomniałam wcześniej.
Koniec ogółów, przejdźmy do najważniejszego, czyli jego działania. Średnio pieni się podczas mycia, ale znalazłam na to rozwiązanie. Zawsze nakładam dwie pompki, rozsmarowuje je, żeby szampon był na całych dłoniach i dopiero nakładam na głowę. Wtedy wiem, że dociera wszędzie. Po umyciu włosy są widocznie, ale to naprawdę widocznie nawilżone i odżywione. Nie ma mowy o żadnym elektryzowaniu się. Efekt jest niesamowity. W dodatku pięknie nabłyszcza i zmiękcza włosy. Są takie mięciutkie i pachnące :) Jeśli nie użyjemy po nim odżywki, nie mamy się czym martwić, bo nie plącze włosów ani nie utrudnia ich rozczesywania. Spełnia także swoją najważniejszą funkcję, czyli dobrze oczyszcza, mimo, że ma łagodny skład. Dodatkowo nie podrażnia ani nie obciąża. Szampon idealny :)

Ogólnie:
+naturalny, łagodny skład
+przyjemny zapach
+wygodna aplikacja
+wydajny
+widocznie poprawia stan włosów (nawilża i odżywia)
+nie plącze
+nabłyszcza 
+dobrze oczyszcza

Jest to mój ulubiony szampon! Można powiedzieć, że jest to tylko szampon, ale naprawdę poprawił stan moich włosów. Mam ochotę przetestować też inne produkty z tej firmy. Jeśli któryś się nie sprawdzi, wrócę do wersji Aleppo.
Polecam go wszystkim, którzy mają dość drogeryjnych szamponów.


09:00 15 komentarze
Ostatnia aktualizacja miała miejsce 22 kwietnia, czas więc zobaczyć co działo się z moimi włosami przez ostatni miesiąc. Przyznam szczerze, że bardzo się rozleniwiłam i używałam tylko szamponu i odżywki. Zwyczajnie nie chciało mi się nakładać olejów i masek. Zdecydowanie muszę to nadrobić, chociaż uważam, że obecny minimalistyczny zestaw jak najbardziej służy moim włosom. Szampon Planeta Organica i odżywka z Receptur Babuszki Agafii sprawdzają się świetnie, niedługo poświęcę im osobne posty.
Rozleniwiłam się na tyle, że nie tylko sprowadziłam pielęgnację do minimum, ale też odstawiłam wszelkie urządzenia i produkty do stylizacji włosów. Po umyciu czeszę je w warkocz i pozwalam swobodnie wyschnąć. Dzięki temu widzę, że moje włosy są zupełnie inne - gładkie, lśniące, nie elektryzują się. Denerwują mnie te resztki odrostu na końcach, bo w tych miejscach włosy są widocznie przesuszone i zniszczone. Korci mnie, żeby w końcu to ściąć, ale szkoda mi zapuszczonych centymetrów. Pewnie się poddam, bo wizja całkowicie naturalnych i zdrowych włosów jest naprawdę przyjemna :)
Miała być szybka aktualizacja, a wyszła niezła pogadanka, więc już zmykam :)


12:57 14 komentarze

Cześć kochane :) Jak wiecie, bo na pewno dużo razy o tym wspominałam, mam tłustą skórę i każdego dnia walczę, żeby skutecznie ją zmatowić. Pisałam jakiś czas temu o świetnym, natychmiast działającym serum matującym z Biodermy [KLIK]. Jest to naprawdę skuteczny produkt, który niestety już mi się skończył. Poszłam więc do apteki po nowy, jednak go nie dostałam. W mieście, w którym pracuję na sezon nie ma też Super-Pharm. Postanowiłam więc spróbować czegoś nowego. Moją uwagę zwrócił krem La Roche Posay Effaclar Mat. Słyszałam o tej marce dużo dobrego, więc długo nie musiałam się zastanawiać.

Jako że oba produkty mają spełniać te same zadania (zmatowienie skóry oraz zmniejszenie porów), postanowiłam je porównać. Zacznę od mniej istotnych rzeczy, aż na koniec dojdę do ich działania.

CENA
Bioderma - nieco tańszy, bo ok. 55 zł, ale mamy tu mniej produktu, więc można powiedzieć że są w prawie tej samej cenie.
La Roche Posay - jest zdecydowanie drogi, kupiłam go za 75 zł. Czy jest wart swojej ceny przekonacie się czytając dalej.

OPAKOWANIE
Bioderma - nieco mniej wygodne, bo odkręcane, oraz mniejsza pojemność.
La Roche Posay - wygodne, otwierane na 'klik'. Jego pojemność to 40 ml, czyli o 10 ml więcej niż w przypadku przeciwnika. 

DOSTĘPNOŚĆ
Oba produkty można dostać w Super-Pharm, aptekach i oczywiście w internecie.

WYDAJNOŚĆ
Bioderma - jest zdecydowanie wydajny. Miałam go przez pół roku, więc cena jest jak najbardziej proporcjonalna do wydajności. To tak, jakbyśmy płaciły 10 zł miesięcznie. Produkt posiada nieduży otwór, który nie pozwala wydobyć go za dużo. W dodatku wystarczy niewielka ilość, żeby nałożyć go na całą twarz. 
La Roche Posay - absolutnie nie jest wydajny. Produkt wydobywa się przez otwór, który jest zdecydowanie za duży. Bardzo łatwo przesadzić i krem znika przez to w mgnieniu oka.

DZIAŁANIE
Bioderma - matuje i zmniejsza pory od razu po nałożeniu na skórę. Efekt ten utrzymuje się nawet do końca dnia. Nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień. Jest delikatny ale skuteczny. Ładnie wygładza buzię i nie wysusza. Jak najbardziej sprawdza się w swojej roli, nie mam mu nic do zarzucenia.
La Roche Posay - matuje średnio, ale zwęża pory równie dobrze co Bioderma. To średnie zmatowienie utrzymuje się maksymalnie przez dwie godziny, później skóra zaczyna się świecić i wygląda bardzo brzydko. Poza tym, ładnie wygładza buzię oraz w żaden sposób nie podrażnia ani nie zapycha.

PODSUMOWUJĄC
Bioderma - cena jest proporcjonalna do wydajności, świetnie matuje i zmniejsza pory, jest łagodny.
La Roche Posay - drogi, niewydajny, nie matuje, ale zwęża pory, wygładza i również nie podrażnia skóry

Jeśli więc zależy wam na skutecznym zmatowieniu, polecam Biodermę. La Roche Posay nie sprawdza się dobrze w swojej roli. Oczekiwałam od niego czegoś więcej, jednak bardzo się rozczarowałam. 



13:29 9 komentarze

Dove Intensive Repair with keratin repair actives. Odbudowuje zniszczone włosy na poziomie komórkowym. Zapobiega łamaniu się włosów podczas szczotkowania...

...bla, bla, bla. Nie wiem, po co producenci ciągle próbują wciskać nam te kity. Każdy wie, że szampon nie jest w stanie nic takiego zrobić. To tak tytułem wstępu, bo jestem w trakcie nerwowych dni i zirytował mnie fakt takiego napisu na szamponie :D

Do rzeczy. Kupiłam ten szampon, bo chciałam po prostu coś mocniejszego, zwyczajnego do oczyszczenia skóry głowy raz na jakiś czas. Z resztą tylko w tym jednym celu je kupuje. Tym razem nieszczęśliwie wybrałam Dove. A bo był w promocji, a bo jeszcze nie miałam, a bo do zniszczonych włosów i ładnie pachnie. Mam nadzieję, że następnym razem mnie tak nie poniesie i jako takiego zwyklaka kupię ponownie mój ulubieniec z Gliss Kur.

Czemu jestem taka poirytowana i niezadowolona? Bo po każdym umyciu włosów tym szamponem dostawałam łupieżu! Sama nigdy bym go nie zużyła, więc podzieliłam go z mamą i jakoś doszłyśmy do denka. Ona szczęśliwie, ja nie bardzo. Po każdym jego użyciu swędziała mnie głowa i zaczynało się z niej sypać. Ten ogromny minus sprawia, że nikomu go nie polecam, jednak jeśli miałabym oceniać go w całości, miałby on kilka zalet. Między innymi sprawia, że włosy są miękkie i ładnie pachną - to wszystko. Nie musze chyba mówić, że żadne zniszczenia nie zostały odbudowane?

Jestem niezadowolona i poirytowana. Nie kupujcie tego szamponu dla własnego bezpieczeństwa, przecież jest mnóstwo innych.


13:50 14 komentarze

Jakiś czas temu w centrum handlowym w moim mieście pojawiła się wysepka o nazwie "Manicure Express". Zainteresowałam się tym zjawiskiem i zagłębiłam w temat :) Stoiska te są autoryzowanymi salonami OPI i używa się tam tylko ich firmowych produktów.
Cała koncepcja polega na tym, że nie musisz umawiać się do kosmetyczki kilka dni wcześniej. Wystarczy że podejdziesz do wysepki, usiądziesz, powiesz co chcesz zrobić z pazurkami i zostaniesz obsłużona. Panowie również mogą zrobić sobie męski manicure.

Nie jest to post sponsorowany, ani nie dostaniecie na koniec zniżki na zabieg. Chcę po prostu opisać moje doświadczenie związane z tym salonikiem.

Zacznę może od tego, że na wysepce zawsze jest 5 (lub 6, nie pamiętam) manicurzystek. Moim zdaniem to sporo i prawie zawsze możemy trafić na wolne siedzenie i rozpocząć manicure bez umawiania się. Panie, które tam obsługują są bardzo miłe, sympatyczne i przyjemnie się z nimi rozmawia. Chętnie dzielą się informacjami i służą poradą :)
Ceny nie są specjalnie wysokie. Są raczej standardowe. Możecie zobaczyć jest TU, wybierzcie najbliższe miasto i sprawdźcie.

Jeśli chodzi o samo wykonanie, ja miałam robiony manicure + lakierowanie. Pani ładnie wycięła mi skórki, wypiłowała i pomalowała paznokcie. Wszystko zostało zrobione równo i precyzyjnie. Na koniec otrzymałam krótki masaż dłoni pięknie pachnącym kremem.
Jestem bardzo zadowolona, bo sama maluje sobie paznokcie krzywo i zaraz je zmywam, bo nie mogę na nie patrzeć.
Co z trwałością? Na moich paznokciach lakier trzyma się już 7 dni bez żadnych odprysków i póki co nie zapowiada się, żeby coś miało się popsuć. Widać jedynie, że paznokcie urosły i zrobił się mały odstęp między skórą a początkiem lakieru. Zmyję je pewnie tylko z tego powodu, bo przestaje to ładnie wyglądać i bo zaczęły mi się już nudzić :)

Sama nie umiem pielęgnować i malować swoich pazurków i na pewno będę chodzić do tego saloniku regularnie. 15 zł raz na ok. 2 tygodnie to niedużo, a ładnie pomalowane paznokcie wyglądają schludnie i od razu czuję się lepiej :)
Dla mnie Manicure Express to świetna opcja, ponieważ nie lubię umawiać się i czekać na wizytę.

Korzystałyście już w tej usługi? Co o tym sądzicie? Ja zdecydowanie ją polecam.





12:00 5 komentarze

Hej :) Dziś przyszła pora na recenzję żelu do mycia twarzy z firmy Pharmaceris. Jest to produkt kojący zaczerwienienia. Podobnie jak płynu micelarnego z Biodermy, używam go od dwóch miesięcy. Myślę, że był to wystarczający czas, na zapoznanie się z nim.

Żel ten jest przeznaczony do codziennego oczyszczania cery z rozszerzonymi naczynkami, zaczerwienieniami i rumieniem. Jest on tak delikatny, że można myć nim również oczy. Kupiłam go, ponieważ szukałam delikatnego żelu na co dzień i czegoś, co zmniejszy zaczerwienienia na moich policzkach. Tu mam dwa w jednym.

Opakowanie jest bardzo praktyczne. Lubię, kiedy produkt ma pompkę, ponieważ zawsze myję twarz pod prysznicem. Jest to duże ułatwienie. Poza tym, nigdy nie wydobędę przypadkiem za dużo żelu, więc mam pewność, że go nie zmarnuję.

Jest bardzo wydajny. Po dwóch miesiącach zużyłam trochę ponad 1/3 buteleczki. Wiem, że starczy mi jeszcze na min. 2,5 miesiąca.

Zapach jest przyjemny, delikatny i nienachalny. Konsystencja jest żelowa, ale lekko wodnista.

Po pierwszych dwóch użyciach moja skóra była bardzo ściągnięta. Nie spodobało mi się to, ale mimo to nie przestałam go używać. Na szczęście skończyło się tylko na tych dwóch razach. Problem nie pojawił się więcej a po każdym myciu czułam już tylko delikatne oczyszczenie i nawilżenie.

Przejdźmy teraz do najważniejszej części. Czy żel Pharmaceris zmniejszył zaczerwienienia na moich policzkach? Tak! Po umyciu twarzy skóra ma jednolity, ładny kolor i jest bardzo gładka.

Uwielbiam go z to, że w 100% spełnił moje oczekiwania. Nie podrażnia ani nie wysusza skóry. Oczyszcza ją bardzo dokładnie, ale jest przy tym delikatny. Pozostawia wrażenie ukojenia i odpowiedniego nawilżenia. Jest to najlepszy żel do mycia twarzy, jaki kiedykolwiek używałam. 
12:00 3 komentarze
Starsze Posty

O mnie

About Me


Mam na imię Ola. Założyłam tego bloga w 2013 roku, aby udokumentować powrót moich włosów do zdrowia i dzielić się z Wami spostrzeżeniami na temat ich pielęgnacji. Dziś jest to babski blog o wszystkim. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie. Zapraszam ♥

Obserwatorzy

Archiwum

  • ▼  2018 (1)
    • ▼  kwietnia (1)
      • Aktualizacja włosowa kwiecień 2018
  • ►  2017 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2015 (4)
    • ►  października (1)
    • ►  lutego (3)
  • ►  2014 (96)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (10)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (6)
    • ►  marca (8)
    • ►  lutego (8)
    • ►  stycznia (14)
  • ►  2013 (128)
    • ►  grudnia (13)
    • ►  listopada (5)
    • ►  października (10)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (10)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (7)
    • ►  marca (14)
    • ►  lutego (21)
    • ►  stycznia (6)
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates