czwartek, 28 sierpnia 2014

Plan zakupowy - nowa gazetka Super-Pharm

W Super-Pharm pojawiła się nowa gazetka, więc od razu zaplanowałam, co kupię :) Kilka rzeczy planowałam od dawna i tylko czekałam, aż znajdą się w promocji. Mówię tu o szamponie Head&Shoulders, bo od czasu do czasu swędzi mnie głowa i myślę, że właśnie on może pomóc. Być może skuszę się też na żel pod prysznic Le Petit, bo zauroczyły mnie ich zapachy i to, że długo utrzymują się na skórze.
Szkoda, że pospieszyłam się z zakupem kompletu z Timotei. Gdybym się jeszcze trochę wstrzymała, kupiłabym go w takiej miłej promocji :)



wtorek, 26 sierpnia 2014

Pomysły na jesienne paznokcie

Jesień zbliża się do nas coraz większymi krokami. W moim mieście robi się coraz chłodniej, upały odeszły już na dobre. Pogoda coraz częściej płata figle w postaci deszczu i silnego wiatru, więc i ochota na żywe, kolorowe paznokcie przemija. Ja jestem zwolenniczką dopasowywania koloru paznokci do pory roku lub okazji. Zebrałam kilka inspiracji, które uznałam za idealne na jesień i skleiłam je w jedno zdjęcie. Na pewno muszę zaopatrzyć się w kolor zgaszonej śliwki, który możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu. Jestem nim zauroczona :) A jak to jest u Was z malowaniem paznokci? Czy tak jak ja, dopasowujecie manicure do pory roku?


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Tydzień w zdjęciach

1. Chwilę przed wyjściem na pokaz fajerwerków Pyromagic. 2. Deszczowy, wręcz ulewny dzień. 3. Smak dzieciństwa - Dumle. Zawsze będą najlepszymi cukierkami. 4. Kotełe śpi w szafie. To jedna z jego ulubionych miejscówek na drzemkę. 5. W końcu zakwitł nam słonecznik. Jeszcze trochę i będziemy się nim zajadać :) 6. Selfie! Na ustach różowa Babylips. Moim zdaniem wygląda przyjemnie :)

1/2/3. Kilka fotek z pokazu fajerwerków. Było niesamowicie! Efekty dźwiękowe i wizualne były idealnie ze sobą zgrane, co dało niemałe widowisko. 

1. Stylowe selfie w lustrze to podstawa :P 2. Małe zmiany zawsze są dobre. Odświeżyliśmy pokój jasnym kolorem. Wygląda teraz o niebo lepiej. 3. Kolejnym elementem zmian jest nowy, baaardzo puszysty, dywan. Możemy leżeć na nim cały czas :) Od dawna taki chciałam. Cieszę się z jego zakupu. Sprawia, że wnętrze jest cieplejsze i bardziej przytulne.

sobota, 23 sierpnia 2014

Hit czy kit? Maskara Rimmel Wonder'full


Na początku miesiąca dostałam się do Klubu Recenzentek Rimmel Wonder'full. Od dwóch tygodni jestem w posiadaniu ich nowego tuszu do rzęs, który dopiero co pojawił się w sklepach. Wiem, że nie minęło zbyt dużo czasu, ale mam ochotę wypowiedzieć się już na temat tej maskary. Dałam jej czas na zgęstnienie, jaki zwykle daje się tuszom. Ja nie potrzebuję nie wiadomo jak dużo czasu aby stwierdzić, czy tusz mi się podoba, czy nie.

Zacznę od pierwszego wrażenia, czyli opakowania. Nawet przypadło mi do gustu. Jest kobiece i proste. Nie ma w nim żadnych udziwnień, których nie lubię. Prostota zawsze wygląda najlepiej. Następną rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę jest duża, zdaje się silikonowa, szczoteczka. Z początku się przeraziłam, bo mam malutkie rzęsy i od razu wyobraziłam sobie, jak podczas tuszowania brudzę całe powieki i nos. Na szczęście jednak okazało się, że szczoteczka jest idealna i nie sprawia żadnych problemów. Dodatkowo jej ogromnym atutem jest to, że świetnie rozczesuje rzęsy. Nie ma mowy o grudkach czy jakichś sklejeniach - wszystko perfekcyjnie wyczesane. Na tym jednak kończą się dobre strony tej maskary. Jestem naprawdę rozczarowana, że w żaden, nawet najmniejszy sposób nie pogrubia ani nie podkręca rzęs. Mam nawet wrażenie, że jeszcze bardziej je prostuje. Jedyny efekt, to przyciemnienie rzęs. Nie sprawdziła się nawet w roli rozczesywania innego tuszu, bo od razu psuje jego efekt. Co z tego, że rozczesze rzęsy, kiedy przy tym od razu sprawi, że kompletnie opadną. Jestem rozczarowana i niezadowolona. Nikomu jej nie polecę. Firma Rimmel była chyba zbyt pewna siebie organizując taką akcję promocyjną. Z przykrością stwierdzam, że to najgorszy tusz jakiego używałam.


czwartek, 21 sierpnia 2014

O tym, jak przestałam się pocić

Dziś chciałabym zdradzić Wam mój mały sekret, w jaki sposób kompletnie przestałam pocić się pod pachami. Już od dawna pociłam się nieco więcej, niż inni (jak to brzmi!), ale jako tako radziłam sobie z tym przeróżnymi dezodorantami. W to upalne lato nie mogłam już jednak wytrzymać, nie czułam się komfortowo ani swobodnie. Wysoka temperatura dała mi nieźle popalić, zwykły antyperspirant zwyczajnie mieszał się z potem i nie dawało to dobrego efektu. Postanowiłam więc poszperać na wizażu i szybko trafiłam na Bloker z Ziaji. Wysoka ocena i mnóstwo pozytywnych opinii sprawiły, że od razu ubrałam się i poszłam do Rossmana, żeby go kupić :)

Produkt ten używa się w bardzo prosty sposób. Pierwsze dwa, lub trzy dni to taka "terapia szokowa". Smarujemy pachy na noc i idziemy spać. Później wystarczy używać go raz, lub dwa razy w tygodniu, w zależności od zapotrzebowania i intensywności pocenia się. Przyznam, że byłam nieco sceptycznie nastawiona do jego działania. Myślałam, że jak odstawię go po trzech dniach, to znów się spocę. Krótko mówiąc, mimo pozytywnych opinii, nie sądziłam, że może tak dobrze działać. Byłam w szoku, kiedy to czwartego dnia nie użyłam nic a moje pachy od rana do nocy były suchutkie, kiedy to normalnie bym się spociła. Następne dni bez żadnych antyperspirantów też były "suche". Bloker daje sobie świetnie radę nawet na całonocnej imprezie w klubie. Nie spociłam się ani trochę i czułam się pewnie siebie jak nigdy :) Mogę szczerze powiedzieć, że ten produkt działa w 100%. 

Należy jednak pamiętać, aby w żadnym przypadku nie stosować go na podrażnioną lub wilgotną skórę. Ja niestety z własnej głupoty użyłam go na dopiero co ogolone pachy. Skończyło się to ogromnym pieczeniem, które było naprawdę nie do wytrzymania. Nie można też nakładać go za dużo, bo również może spowodować pieczenie. Jeśli jednak zdarzy Wam się taka sytuacja, popsikajcie pachy kilka razy wodą termalną. Kiedy dopadł mnie ten ból, od razu pomyślałam o tym, żeby go jakoś ukoić i szybko sięgnęłam po wodę termalną. Po 15 minutach wszystko minęło. Woda nie wpłynęła na działanie Blokera, działał jak należy mimo, że go złagodziłam. 

Do kompletu dokupiłam sobie też zwykły antyperspirant w wersji Soft, żeby mimo wszystko w jakiś sposób pachnieć, bo Bloker eliminuje wszystko. Zapach Ziaji Soft jest przyjemny i delikatny. Bardzo mi się podoba i dobrze współgra z Blokerem. Jest to bardzo zgrany duet w walce z potem. 
Daniel również używa duetu Bloker + zwykła Ziaja i mówi, że przestał się pocić. Ja też nic nie czuję, więc potwierdzam :) Męska wersja działa równie dobrze, co damska. 

Powiem Wam, że Ziaji używają teraz wszyscy moi domownicy i są bardzo zadowoleni. Nawet mój Daniel go stosuje, tylko oczywiście wersję męską i bardzo go sobie chwali. Ja na pewno nigdy z niego nie zrezygnuję. Świeże pachy zarówno latem jak i zimą naprawdę dodają swobody i pewności siebie. Jeśli Wasi chłopcy są zainteresowani, zauważyłam, że w Hebe<<klik jest promocja na męską Ziaję :) Naprawdę polecam.


niedziela, 10 sierpnia 2014

5 ulubionych letnich lakierów

Ostatnio zrobiło się tu trochę lakierowo, jednak musicie mi to wybaczyć, bo naszła mnie straszna ochota na kupowanie nowych kolorów :) Zwykle stawiam na klasykę lub prostotę (czerwień lub jasne beże), ale piękna, słoneczna pogoda sprawiła, że chciałam mieć coś wesołego na paznokciach. 
Dwóch lakierów jeszcze nie przedstawiałam na blogu, a trzy posiadają już osobną notkę. Mimo to chciałabym dziś zebrać do kupy pięć moich ulubionych letnich kolorów, pokazać i trochę je opisać.

Zaczynam od lewej strony :)

1.  Rimmel 60 seconds, 853 pillow talk. Przepiękny odcień baby blue. Bosko wygląda zarówno przy bladej skórze jak i opalonej. Raczej nie wysycha w 60 sekund, ale jeśli nałoży się dwie cienkie warstwy to nie jest źle. Trwałość jest standardowa, 3-4 dni. Uwielbiam ten kolor :) >>osobny post

2. Astor Fashion Studio, nr 131. Kupiłam go chyba zimą. Jest to nudziak, ale dość ciemny, kawowy i nie podobało mi się jak wyglądał do jasnej karnacji. Teraz, kiedy jestem opalona, prezentuje się świetnie. Ładnie wysmukla dłonie. Schnie normalnie, ściera się po 4 dniach. Jest to jedyny spokojny kolor, jaki nosiłam tego lata. Czasem trzeba odpocząć od kolorów :) Ten lakier czeka na osobny post, w którym go zaprezentuję.

3. Golden Rose Rich Color, nr 38. Śliczny, lawendowy kolor, który skradł moje serce od pierwszego ujrzenia go na sklepowej półce. Świetnie wygląda na paznokciach, wprawia mnie w pozytywny nastrój. Dodatkowo bardzo lubię tą serię lakierów, bo mają bardzo wygodne, duże pędzelki. Trwałość i ścieranie jest standardowe. >>osobny post

4. Golden Rose Rich Color, nr 46. Dorwałam go niedawno. Jest to taki trochę barbie pink, ale nieco jaśniejszy, subtelniejszy. Na paznokciach wygląda bardzo dziewczęco i za to go pokochałam. Reszta jak u poprzednika. Ten kolor również czeka na osobny post.

5. Wibo Extreme Nails, nr 547. Morski i zdecydowanie najciemniejszy ze wszystkich, ale naprawdę przyjemny. Nie byłam przekonana do tego koloru, szukałam czegoś jaśniejszego, ale nic takiego nie znalazłam i wzięłam ten. Okazał się jednak wyglądać naprawdę dobrze a mało tego, zachwycił mnie jakością. Jak na lakier za 5 zł, jest bardzo przyzwoity.  >>osobny post

piątek, 8 sierpnia 2014

Tydzień w zdjęciach

1. Razem z Danielem zjedliśmy pół kilograma przepysznych lodów. 2. Klasyczne czerwone paznokcie były kilka dni w akcji. 3. Daniel zrywa sobie wiśnie :) 4. W pełni korzystamy ze słońca. 5. Poniosło mnie z tym kwiatkiem. 6. Opalania ciąg dalszy.

1. Moja ulubione stylizacje to proste stylizacje. 2. Selfie time! 3. Znalazłam przepiękny delikatny różowy lakier z Golden Rose. Kocham go <3 4. Kolejne selfie :) 5. Kolejna klasyczna stylówka. Ostatnio to mój ulubiony zestaw. 6. Naszło mnie na Simsy. Od tygodnia gram codziennie :)