czwartek, 28 lutego 2013

Pierwsza aktualizacja włosów.

Dzisiaj mija miesiąc odkąd rozpoczęłam w pełni świadomą pielęgnację swoich włosów. Nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć pierwsze, malutkie efekty :)

Produkty, których używałam:

Szampony: Timotei Organic Delight (trochę przed rozpoczęciem pielęgnacji i do połowy stycznia), Alterra Granat i Aloes + do większego oczyszczenia raz na jakiś czas Ziaja, szampon do włosów suchych aloesowy.

Odżywki: Timotei Organic Delight (tak samo jak szampon), Alterra Granat i Aloes, Garnier Fruity Passion, Isana odżywka połysk jedwabiu (nie polubiłyśmy się... bardzo wysusza moje włosy)

Odżywka b/s:  Isana, odżywka bez spłukiwania do włosów suchych i zniszczonych.

Maski: Alterra Granat i Aloes, siemię lniane + pod koniec Biovax z proteinami mlecznymi.

Oleje: Ryżowy, lniany

Wcierka: Jantar

Zabezpieczenie końcówek: BioSilk (na początku), Joanna Rzepa serum wzmacniająco regenerujące, kilka razy olej rycynowy.

Suplementy: 50 tabletek CP,  15 tabletek Skrzypovity


Tak włosy prezentowały się miesiąc temu: 

Tak prezentują się po miesiącu pielęgnacji:




11 lutego ścięłam je pozbywając się w ten sposób cieniowania. Do pielęgnacji doszła też drewniana szczotka. Nie wycieram włosów ręcznikiem, tylko hmm macham głową i pozwalam wodzie spłynąć :) Kilka ostatnich dni lutego to też wprowadzenie OMO. Chcę zacząć pielęgnować je metodą CG żeby uwydatnić te moje nieszczęsne fale. O przyroście dowiem się dopiero przy kolejnej aktualizacji :(
Wydaje mi się, że po ścięciu włosy wyglądają lepiej. Po pierwszym miesiącu są bardziej nawilżone i gładkie. Jestem zdeterminowana i chcę więcej! :)

środa, 27 lutego 2013

TAG: Moje kosmetyczne dziwactwa i sekrety.



Do zabawy zaprosiła mnie Jasminum :)

1. Zakupoholizm
Mam ogromnego świra na punkcie kupowania nowych kosmetyków. Nigdy nie wychodzę ze sklepu z pustymi rękoma. Za każdym razem kupuję chociaż jakiś drobiazg, np. lakier do paznokci. Już nie wiem, czy moja mama mówi w żartach czy naprawdę, że wyśle mnie na odwyk :P

2. Kakaowe zapachy.
Uwielbiam kosmetyki o zapachu kakao. Choćby wybór był nie wiem jak wielki, zawsze wybiorę tylko aromat czekolady. To moja miłość w kosmetykach jak i w słodyczach :)

3. Skórki przy paznokciach.
Od małego jest to moja zmora. Pamiętam, że zawsze podczas zasypiania drapałam i haczyłam skórkami o jakieś materiały, np. ucho misia, z którym spałam :P, koszulka itp. Później przerosło to w ich obgryzanie, z którym nie mogę wygrać. Robię to cały dzień zupełnie nieświadomie np. idąc po ulicy, siedząc przed komputerem i za każdym razem kiedy się denerwuję. Staram się powstrzymywać, ale różnie to bywa. Zazwyczaj wytrzymuję tylko kilka dni.

4. Perfumy.
Odkąd dostałam od mojego D. perfumy Escada, Pacific Paradise jestem im wierna i kończę już trzecią buteleczkę. Nie wyobrażam sobie, żebym miała pachnieć inaczej. Są intensywne i świeże. Psikam się nimi nawet jak cały dzień spędzam w piżamie w domu...

5. Oczyszczanie twarzy.
Od razu po powrocie do domu kiedy wiem, że już nigdzie nie wychodzę, oczyszczam twarz tonikiem albo kremem. Zawsze mam nieprzyjemnie uczucie takiej brudnej, nieświeżej skóry. Bardzo mnie to irytuje.

Do zabawy zapraszam: Zmieniony rytm2, Aaliyah, Czerwonowłosa

Znów zakupy!

Wyszłam tylko do Rossmana po papier do zapakowania prezentu. Wróciłam bez niego... Oto mój zakupoholizm! Gdybym mogła, mieszkałabym w sklepach :P


Co my tu mamy...

Chusteczki do higieny intymnej, Facelle. Małe opakowanie. Nie będę zbędnie komentować, trzeba się czasem odświeżyć tu i tam :)

Balsam do twarzy i ciała, Cetaphil. Okazało się, że przez moją niewiedzę na temat składników zostałam oszukana (i to jak perfidnie!) przez firmę Eveline. Na opakowaniu jest jak byk napisane "bez parafiny" (co możecie zobaczyć tutaj) a w składzie na drugim miejscu mamy Mineral Oil, czyli właśnie ją! Ja niczego nieświadoma, nastawiona na szukanie kremu, który w składzie nie ma Parrafinum Liquidum, dałam się nabrać. Niby jest lekki, nie zostawia filmu, szybko się wchłania i dobrze nawilża bez zapychania, ale jednak postawię na stuprocentowo bezpieczny produkt. Cetaphil pomoże mi też złagodzić krosty po nieszczęsnym CP... Dodatkowo w opakowaniu znalazłam małą próbkę emulsji myjącej i oczyszczającej skórę :)

Mydło w kostce, Alterra. Lawendowe. w całości naturalne mydełko. Potrzebowałam go, bo mam delikatną skórę dłoni.

Olejek łopianowy z czerwoną papryką, Green Pharmacy.  Olejek stymulujący porost włosów. Mój kolejny produkt w walce z przyrostem. Wczoraj użyłam go pierwszy raz. Myślałam, że z podgrzaniem będzie problem, ale wstawiłam na chwilę buteleczkę do miseczki z gorącą wodą i po 5 minutach olejek był ciepły. Łatwo się zmył. 

Szampon Łopian Większy, Green Pharmacy. Właściwie kolejny produkt, która ma wspomóc wzrost moich włosów. Mam też nadzieję, że przedłuży trochę ich świeżość. 

Sweet Secret, Czekoladowe masło do ciała, Farmona. Masło do ciała o zapachu ciemnej czekolady i orzechów pistacji. Pachnie jak dwie gałki lodów - czekoladowa i pistacjowa. Ja i mój Ukochany uwielbiamy takie zapachy, więc nie mogłam go nie kupić :)


Za jakiś czaj pojawią się recenzje nowych produktów. Jutro miesięczne podsumowanie pielęgnacji włosów i zdjęcia przed i po. Następnie mam w planach opisać serum do końcówek włosów z Joanny :)
Pozdrawiam!



wtorek, 26 lutego 2013

CP... efekty?

Przedwczoraj skończyłam całe opakowanie tabletek CP i muszę wam coś o tym opowiedzieć. Na pewno już do niego nie wrócę. Dlaczego? Zapraszam dalej.

Około miesięczna kuracja, bo na tyle pozwoliło mi 50 tabletek, skończyła się jedną wielką tragedią na mojej twarzy. Nigdy nie miałam większych problemów z krostami. Sporadycznie pojawiały się pojedyncze z którymi sobie radziłam. Calcium Pantothencium spowodował u mnie ich wysyp! Pod koniec opakowania zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak, ale chciałam je skończyć, żeby zobaczyć co z tego wyjdzie. Jestem załamana i walczę o przywrócenie skóry do stanu z przed przyjmowania CP.

Wypadania włosów nie zahamował. Brałam go równocześnie z wcierką Jantar. Skończyłam ją, CP brałam dalej i włosy zaczęły lecieć.
Być może wspomógł porost włosów, ale tego nie jestem pewna. Tak jak pisałam w poprzednim poście, ścięłam włosy, żeby pozbyć się cieniowania, więc w tej kwestii nie jestem pewna. Piszę "być może" dlatego, że po ścięciu włosy nie były tak krótkie, jak myślałam, że będą. Wskazuje to więc na jakiś przyrost.

Podsumowując - W moim przypadku CP się nie sprawdziło. Nawet jeśli dałoby mi większy przyrost, nie chcę płacić za to skórą twarzy.

Do walki o centymetry dokupiłam dzisiaj olejek łopianowy z czerwoną papryką z Green Pharmacy.  W czwartek podsumowanie miesiąca :)


poniedziałek, 25 lutego 2013

Wcierka Jantar - efekty!





Jakiś tydzień temu skończyłam buteleczkę wcierki Jantar. Czas pokazać efekty i o nich opowiedzieć. Niestety zdjęcia robiłam przed chwilą i włosy są już trochę oklapnięte a dodatkowo codziennie rano myję i układam grzywkę (po nocy układa się w dziwne "coś") więc czubek głowy trochę klapnie. Tak czy inaczej co nieco widać. Szczególnie pod spodem :) Zrobię fotki też jutro rano i dołączę do następnej notki.







Efekty, które zaobserwowałam po skończeniu buteleczki:

  • Na pewno pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to te nowe, malutkie, śmieszne włoski. Od razu się ucieszyłam!
  • Włosy przestały wypadać. Podczas mycia nie zauważałam na dłoniach ŻADNYCH włosów, a wtedy zazwyczaj wypadało mi ich najwięcej.
  • Przez długi czas miałam na skórze głowy taką "tłustą warstwę" i nie mogłam się jej niczym pozbyć. Często pojawiało się przez to swędzenie. Po Jantarze ten problem ZUPEŁNIE zniknął. Skóra mojej głowy jeszcze nigdy nie była tak czysta.
  • Świeże włosy utrzymywały się trochę dłużej, ale i tak myłam i myje je codziennie.
  • Nie wiem czy włosy urosły, bo ścięłam je w celu pozbycia się cieniowania. Wydaje mi się jednak, że tak, bo po ścięciu nie były tak krótkie jak się spodziewałam.
Uwielbiam zapach tej wcierki, ale butelka jest okropna. Ciężka, wyślizguje się z rąk podczas nakładania produktu i nic z niej nie leci. Przelałam jej zawartość do buteleczki z atomizerem i przy delikatnym nakładaniu idealnie się "dawkowało". 

Jedyne co zauważyłam, to po odstawieniu wcierki na kilka dni włosy znów zaczęły wypadać. Co prawda nigdy nie miałam z tym specjalnego problemu, ale zawsze lepiej jak włosy nie wypadają ;) A tą sytuację z Jantarem bardzo łatwo zauważyć, bo od razu rzuca się w oczy.

Ciężko jest robić zdjęcia sobie samej, ale jakoś sobie poradziłam..





Jestem zadowolona i dziś zaczęłam kolejną buteleczkę :) Zamówiłam ją na DOZ wczoraj wieczorem a dziś po południu mogłam już odebrać swoje zamówienie w aptece. Poprzednią zamawiałam na allegro też w niedzielę i doszła dopiero w piątek... 


Jakie macie doświadczenia z Jantarem? Pewnie większość już jej używała :)

niedziela, 24 lutego 2013

Małe zakupy + motywacja!

Nawet krótką chwilę w mieście muszę wykorzystać na zakupy, więc wczorajsze wyjście tak też się skończyło. Podziwiam mojego TŻ, że potrafi to wytrzymać i jeszcze pomagać mi w wyborze :) Aparat odzyskany a bateria naładowana. Teraz będę dodawała zdjęcia w lepszej jakości, a to ważne, bo 28 czas na zdjęcie podsumowujące cały miesiąc :) Mam wrażenie, że poprawa będzie widoczna. 


Od lewej mamy:
Biovax, intensywnie regenerująca maseczka, L'biotica. Odbudowa osłabionych włosów + proteiny mleczne.   Produkt zawiera proteiny mleczne, olejek ze słodkich migdałów i ekstrakt z henny. Kupiłam małe wersje tych masek, bo chciałam zobaczyć czy jest sens tracić pieniądze na pełne wersje. Tę użyłam już raz i jestem zadowolona z efektu. Nie wysuszyła włosów. Stały się miękkie, lejące, gładkie i lśniące. Zobaczymy co będzie dalej. (2,99zł Super-Pharm)

Biovax, intensywnie regenerująca maseczka, L'biotica. Do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Produkt zawiera 100% sok z aloe vera, ekstrakt z miodu, olejek ze słodkich migdałów i 100% ekstrakt z henny. Czeka na swoją kolej w testowaniu. (2,99zł Super-Pharm)

Rzepa, serum wzmacniająco-regenerujące, Joanna. Do zniszczonych końcówek włosów. W mojej pielęgnacji brakowało produktu do ochrony końcówek, który jest przy mojej aktualnej długości potrzebny. Padło na Joannę. Po pierwszym użyciu mam pozytywne wrażenie. Końcówki wyglądają zdrowo, lśnią, są gładkie. (8,99zł Super-Pharm) 

Za jakiś czas możecie spodziewać się na pewno pełnej recenzji serum od Joanny. Maski opiszę dopiero gdy zdecyduje się na jedną z pełnych wersji. 
Zamówiłam dziś kolejną buteleczkę Jantaru. Myślę, że zrecenzuję go jutro i pokażę zdjęcia nowych, małych włosków :)


A teraz czas na małą motywację. 






czwartek, 21 lutego 2013

Idealna maść z witaminą A

Dzisiaj opowiem wam trochę o maści z witaminą A. Jest to niezbędny produkt w mojej małej, domowej apteczko-kosmetyczce. Świetnie radzi sobie ze wszystkimi skórnymi dolegliwościami. Kosztuje max. 3zł i dostaniemy ją w każdej aptece.

Skład:
Substancja czynna: Witamina A
Substancje pomocnicze: wazelina biała, Palsgaard 0291 (emulgator), aromat cytrynowy, woda oczyszczona.

Dawkowanie i sposób podawania:
Stosować miejscowo. 1 do 2 razy na dobę smarować maścią chorobowo zmienioną powierzchnię skóry. W stanach ostrych maść można stosować kilka razy na dobę. Ochronnie nałożyć cienką warstwę maści na powierzchnię skóry narażoną na działanie szkodliwych warunków atmosferycznych.

Na co działa?

  • Jeśli tak jak ja, obgryzacie i zrywacie skórki przy paznokciach - idealnie sobie z nimi radzi. Efekt widać już po pierwszym nałożeniu. 
  • Przyspiesza gojenie ran. Oczywiście nie ogromnych, tylko zadrapań i tym podobnych, kiedy zależy nam na szybszym wygojeniu. Maści nie można nakładać na otwarte rany!
  • Świetnie nawilża mocno suchą skórę. Polecam nakładać ją na noc, ponieważ jest bardzo tłusta i w dzień możemy wyglądać nieładnie.
  • Zmiękcza spierzchnięte, suche usta. Leczy zajady w kącikach.
  • Jeśli na mojej twarzy pojawi się jakaś niechciana, czerwona zmiana (po prostu pryszcz :P), natychmiast oczyszczam skórę tonikiem lub żelem i nakładam maść na ten punkt. Zaczerwienienie znika a krosta goi się o wiele szybciej. Nakładam ją też punktowo na wszystkie wypryski na twarzy. Bardzo szybko znikają i nie mam z nimi problemów. 
  • Doskonale radzi sobie z suchymi łokciami i piętami. Skóra w tych miejscach staje się miękka i delikatna.

Wyżej wymieniłam moje zastosowania tej maści. Jest niezastąpiona i w wielu przypadkach nie musimy kupować kilku produktów drogeryjnych, żeby poradzić sobie ze skórą (np. osobno krem do stóp, krem do skórek, pomadka ochronna). Wystarczy kupić jedną, tanią maść i cieszyć się szybkimi efektami. Używam jej długo, jestem zadowolona i bardzo ją polecam :)

Któraś z Was używa tej maści? W jakich przypadkach ją stosujecie?

poniedziałek, 18 lutego 2013

Tonik Garnier Czysta Skóra

Przyszła pora na kolejną recenzję. Tym razem opiszę Wam mój ulubiony tonik do twarzy. Jego dokładna nazwa brzmi Garnier Czysta Skóra, tonik ściągająco-oczyszczający. Jest on do skóry tłustej ze skłonnościami do niedoskonałościami. Na przodzie producent pisze, że produkt ten ma widocznie matować i zwężać pory. 

Z tyłu buteleczki mamy naklejkę i pełny opis toniku. Wygląda to tak:

Garnier Czysta Skóra została specjalnie stworzona, aby pomagać zwalczać niedoskonałości i redukować nadmiar sebum.
Czy Tonik ściągająco-oczyszczający jest stworzony dla mnie? Tak, jeśli Twoja skóra jest podatna na powstawanie niedoskonałości, nadmiar sebum, ma rozszerzone pory i jest miesza lub tłusta.
Czym się wyróżnia? Dzięki połączeniu kwasu salicylowego i cynku, znanego ze swoich właściwości regulujących produkcję sebum, jego formuła zwęża pory, osusza niedoskonałości i ujednolica cerę, dając efekt oczyszczenia widoczny aż do 4 godzin.
Jak go stosować? Oczyścić skórę za pomocą Żelu oczyszczającego Garnier Czysta Skóra dostosowanego do potrzeb Twojej skóry. Następnie, za pomocą wacika, delikatnie nanieś tonik, ze szczególnym uwzględnieniem czoła, nosa i brody. Na koniec zastosuj krem nawilżający 24h przeciw niedoskonałościom z gamy Garnier Czysta Skóra, aby nawilżyć skórę i eliminować niedoskonałości dzień po dniu.
Produkt nie jest zalecany do skóry suchej lub wrażliwej. Należy omijać okolice oczu. 

A co Wam powiem ja? Używam tego produktu do kompletu z żelem, opisanym tutaj, już od lat i jestem zadowolona. Produkty te utrzymują moją skórę w dobrym stanie, ale dzisiaj tylko o toniku.
Po pierwsze jak go stosuję? Producent najpierw zaleca użyć żelu a następnie toniku - ja jednak robię odwrotnie. Dlaczego? Tylko i wyłącznie dlatego, że ten produkt silnie pachnie alkoholem i tak też smakuje... Gdy używałam go zgodnie z zaleceniami, tonik z twarzy, przez dotykanie jej rękoma, lub przy jedzeniu, lądował w moich ustach i było to bardzo nieprzyjemne. Więc robię tak - przemywam twarz tonikiem jakiś czas przed użyciem żelu. Zazwyczaj robię to po powrocie do domu, kiedy już nigdzie nie wychodzę, czyli dobre 4 godziny przed myciem. Potem pod prysznicem żel, który zmywa okropny zapach i smak toniku i sam oczyszcza skórę. Po tym nakładam krem Eveline bez parafiny (recenzja tutaj), żeby oba wcześniejsze produktu mogły swobodnie działać. Nakładam go sporo, bo jest bardzo delikatny a zdarza się, że poza strefą  "T" po tych produktach mam całkiem mocno suchą skórę. 


Jakie zauważam efekty? Na pewno za każdym razem widzę coraz mniej zaskórników. Pory są praktycznie niewidoczne. Skóra delikatnie matowieje.

Moje spostrzeżenia
Bywały dni, kiedy tonik lekko podrażniał moją skórę. Nie robił nic groźnego, tylko zaczerwieniał ją w okolicy nosa i na brodzie. Po nałożeniu kremu wszystko wracało do normy. Jednak zdarza się to bardzo rzadko i jest to niegroźne dla mojej skóry. Przypominam, że jest mieszana i wrażliwa. No właśnie, wrażliwa, a producent ostrzega, żeby do takiej cery nie stosować jego produktu. Mojej skórze nie wyrządził jednak nigdy krzywdy. Wręcz przeciwnie - same plusy.


Troszkę się rozpisałam i nabrałam ochoty na post o pielęgnacji skóry mojej twarzy. Powtórzy się tam temat Garniera, ale chciałabym też napisać co robię, gdy pojawią się pojedyncze, niechciane krostki. 
+Dzisiaj przetestuję siemię lniane jako maska do włosów i twarzy, więc wkrótce spodziewajcie się mojej opinii :)


sobota, 16 lutego 2013

Co jest w mojej torebce?

Lubię oglądać tego typu filmiki jak i czytać notki na taki luźny temat, więc sama postanowiłam pokazać Wam zawartość mojej torebki.
Dostałam ją na święta od mojego mężczyzny. Kupił ją w Simple. Torebki są tam w pojedynczych egzemplarzach, co bardzo mnie cieszy, bo nie lubię, gdy ktoś ma coś takiego jak ja :P

Jest to pojemna torebka typu bowling. Jeśli tylko mam ochotę mogę doczepić do niej dłuższy pasek. Chociaż na taką nie wygląda, jest bardzo pojemna. Potrafi pomieścić wszystkie rzeczy, które zaraz zobaczycie i dodatkowo kilka zeszytów i dwa litry picia!




  1. Kosmetyczka kupiona we Flo, której zawartość została już opisana tutaj, ale doszło do niej jeszcze masełko do ust Nivea.
  2. Portfel to prezent od babci kupiony w małym niemieckim sklepie.
  3. Klucze.
  4. Gumy do żucia mam przy sobie zawsze. Świeży oddech to podstawa :)
  5. Oliwkowy krem do rąk i paznokci, Ziaja. Już go wykańczam i niedługo zniknie z torebki.
  6. Pomadka Lip Smacker o smaku Coca-Coli, kiedy na szybko chcę nawilżyć usta. Intensywnie pachnie i dobrze smakuje :)
  7. Kakaowy krem do rąk, Isana. Nowy, boski, nieziemsko pachnący. Recenzja tutaj
  8. Okulary, Vision Express. Niestety jestem trochę ślepa i od czasu do czasu muszę je nosić, chociaż bardzo nie lubię i nie chcę. 
  9. Antyperspirant, Fa. 
  10. Chusteczki zawsze i wszędzie, chociaż głównie dla mojego wiecznie kichającego mężczyzny :)
  11. Apap, albo inne tabletki przeciwbólowe. Szczególnie w TE dni...
  12. Nowa szczotka do włosów, która była gratisem do Skrzypovity. Drewniana, mała i wygodna. Dobrze rozczesuje i wygładza moje włosy.
  13. Długopis
  14. Słuchawki, Panasonic. Gdy gdzieś idę, zawsze słucham muzyki. To moja podstawa codziennego dnia. 
+ telefon, którym robiłam zdjęcia :) Sony Xperia Sola

I dodatkowo dziś kupiłam sobie nową, czarną torebkę, bo brązowa nie pasuje do wszystkiego. Dostałam ją w Mango za 89zł.
Torba shopper z imitacji skóryTorba shopper z imitacji skóry
 
W tym tygodniu w końcu odzyskam zostawiony u mamy aparat, więc zacznę robić zdjęcia w lepszej jakości. Zastanawiam się też, czy może nie zacząć raz na jakiś czas robić notek ze "strojami dnia". Chciałybyście coś takiego pooglądać? :)

czwartek, 14 lutego 2013

Zakupy z ostatnich dni

Mama ciągle powtarza, że powinnam leczyć swój zakupoholizm, ale ja uparcie ciągle chodzę do sklepów nawet po najmniejsze drobiazgi. Ostatnio stałam się częstym bywalcem drogerii. Musiałam się tam wybrać też dlatego, że różowa odżywka Isany kupiona poprzednio (klik) niestety wysusza moje włosy i musiałam znaleźć coś innego. 

+ Informuję Was, że z kuracji na porost i regenerację włosów wyrzucam drożdże. Mimo różnych kombinacji ich smak za bardzo mnie obrzydza.

A o to moje ostatnie łupy :) Jeśli coś was interesuje, chociaż są to znane produkty, zamieszczam oczywiście do poczytania zdjęcia opisów. 




Nawilżająca maska do włosów suchych i zniszczonych, Alterra. Po kilku użyciach mogę powiedzieć, że moje włosy są po niej miękkie, gładkie i łatwo się rozczesują. Widać delikatne nawilżenie. Nie obciążyła moich włosów. Na razie same plusy. Włosy się z nią polubiły :)

Skrzypovita kupiona w aptece w promocji za 14,99. W gratisie była niewielka, drewniana szczotka do włosów, której zapomniałam zrobić zdjęcia.

Odżywka do włosów Garnier Fructis, kupiona w zastępstwie za różową Isanę. Pachnie nieziemsko. Uwielbiam owocowe, intensywne zapachy. Jestem ciekawa jak sprawdzi się na moich włosach.

Odżywka 8 w 1, Eveline to mały walentynkowy dodatek od mojego mężczyzny :) Moje paznokcie nie chcą przestać się rozdwajać, więc daję szansę temu produktowi. Po jakimś czasie na pewno pojawi się recenzja.













Tonik ściągająco-oczyszczający, Garnier. Używam go od lat razem z żelem  tej samej firmy, który dokładnie opisałam tutaj. Dla mnie jest to idealne połączenie, które dobrze dba o moją skórę. Stosuję te produkty regularnie i nie narzekam na stan swojej skóry. Chyba muszę dokładniej opisać wam ten produkt :)

Masełko do ust Lip Butter,Nivea. Już po pierwszym użyciu moje usta stały się gładkie, miękkie i nawilżone. Nie zostawił też po wyschnięciu żadnych śladów. Wygrywa ze wszystkimi moimi pomadkami. Dodatkowo ma ładny, delikatny zapach.

środa, 13 lutego 2013

Drożdże na porost włosów + mój przepis

Dwa dni temu zdecydowałam się ściąć włosy aby pozbyć się wycieniowania. Teraz sięgają równo ramion. Do przyspieszenia ich wzrostu od 1 lutego wcieram w skórę głowy odżywkę Jantar, od 5 lutego biorę CP a od dzisiaj do kuracji dodaję drożdże.
Jeśli chodzi o wcierkę, w poniedziałek (czyli po niecałych dwóch tygodniach!!) po przebudzeniu i spojrzeniu w lustro zauważyłam małe, odstające z głowy włoski. Nie szukałam nic na siłę. Zwyczajnie jak co dzień przeglądałam się w lustrze i padające od tyłu światło zwróciło moją uwagę na taką niespodziankę :) Cieszę się i jestem zmotywowana do dalszej pielęgnacji i kuracji. 

Kilka ważnych słów o drożdżach.
Są to grzyby jednokomórkowe, które żyją wszędzie tam, gdzie znajdą cukry proste. Z uwagi na to, aby zabić drożdże i nie narazić swojego żołądka na choroby, przed ich spożyciem należy zalać je wrzącą wodą lub mlekiem i odstawić do ostygnięcia. Dopiero potem możemy dodać coś słodkiego, co poprawi ich smak. Wcześniej sprawi to, że drożdże będą "żyć" i zaczną rosnąć. Jeszcze raz - najpierw je zabijamy! To bardzo ważne. 
Drożdże posiadają bardzo dużo witamin z gupy B, które poprawiają stan naszych włosów (nadają im sprężystości, hamują wypadanie, regulują porost). Zawierają także witaminę E, czyli tak zwaną witaminę młodości. Znajdziemy w nich także witaminę H, której jedną z ról jest wpływ na właściwe funkcjonowanie skóry i włosów.

Stosowanie:
Jak powszechnie wiadomo, regularne spożywanie drożdży hamuje wypadanie i przyspiesza porost włosów, jak i poprawia stan naszej skóry. My, "włosomaniaczki" stosujemy je głownie do tego. Warto jednak znać ich szersze zastosowanie.
Drożdże wzmacniają organizm, przez co poleca się je uczącej się młodzieży. Zawierają chrom, który zmniejsza nasz apetyt na słodkości. Witaminy B2, B12 i H przyspieszają przemianę materii i likwidują zaparcia. Pomagają w regulacji gruczołów łojowych, co ogranicza powstawanie zaskórników, i leczeniu trądziku. Dotleniają i oczyszczają skórę z toksyn. 


A teraz przedstawiam wam mój przepis na drożdże.

 Kupujemy w spożywczym drożdże piekarnicze. Ich cenna wynosi mniej więcej złotówkę

 Odkrajamy 1/4 (25g) kostki









Rozdrabniamy odkrojony kawałek i wrzucamy do szklanki. Zalewamy wrzącą wodą lub mlekiem. PRZYKRYWAMY TALERZYKIEM i odstawiamy do przestygnięcia.


Moją propozycją na poprawienie ich smaku jest [PO WYSTYGNIĘCIU] dodanie jednej łyżeczki cukru lub miodu i mleko kakaowe w tubce w ilości wedle uznania :) Smak szału nie robi, ale dla miłośniczek słodyczy i czekolady zawsze lepsze to niż drożdże "solo". Zapach też pozostawia wiele do życzenia, więc polecam pić z zatkanym nosem :P




Któraś z Was piła już takie mikstury? Jakie są wasze przepisy i czy zaobserwowałyście jakieś efekty?


Zbierz punkty i wymień je na darmowe pudełko kosmetyków! 

wtorek, 12 lutego 2013

Czarny, matowy lakier do paznokci




Dzisiaj pokażę wam czarny, matowy lakier do paznokci firmy Della Cosmetics. Kupiłam go jakiś czas temu w Super Pharm za ok. 5-6zł. Cena była nieduża a matowe lakiery chodziły za mną od dawna, wiec skusiłam się na jego przetestowanie.

Buteleczka zawiera 7ml czarnego, nie za gęstego i nie za wodnistego lakieru.
Sposób użycia: Nałożyć dwie warstwy na suche i odtłuszczone paznokcie.












PLUSY
  • Po pomalowaniu lakier bardzo szybko wysycha i od razu widać matowy efekt
  • Przystępna, niska cena, dzięki której każdy może sobie na niego pozwolić
  • Wygodny pędzelek i poręczna buteleczka 
  • Podczas malowania nie powstają żadne pęcherzyki powietrza




MINUSY

  • Utrzymuje się on maksymalnie 2 dni, po czym powoli zanika i paznokcie nabierają zwykłego połysku.
  • Jest nietrwały, szybko zaczyna odpryskiwać. U mnie już dzień, dwa po pomalowaniu
  • Jeśli przypadkiem nałożymy zbyt grubą warstwę, powstają bardzo wyraźne smugi 
  • Dosyć ciężko się zmywa




Moim zdaniem ten produkt nadaje się tylko na pojedyncze wyjścia lub jakieś większe okazje.

Miałyście już do czynienia z matowymi lakierami? Jakie były tego efekty? 




Zapraszam na stronę ShinyBox. Zbierz punkty i odbierz darmowe pudełko z kosmetykami :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

Osoba, która mnie inspiruje: Olivia Palermo

Piękna i elegancka. Inspiruje mnie pod każdym względem. Umieram z zachwytu nad jej włosami!









niedziela, 10 lutego 2013

Astor kontra Maybelline - starcie tuszy do rzęs



Narzekałam ostatnio na tusz firmy Maybelline, który po kilku godzinach zaczyna się osypywać, ale mimo tego spełnia obietnice producenta. Tak czy inaczej chciałam znaleźć coś lepszego, co nie będzie się kruszyło i w Rossmanie złapałam za tusz firmy Astor, Big & beautiful BOOM, którym jestem ogromnie rozczarowana.
Chciałabym teraz porównać oba produkty. 




Jakość zdjęć jest telefonowa, ponieważ dalej nie mam ładowarki  do aparatu. Rzęsy malowałam przed chwilą na szybko:)






Rzęsy pomalowane tuszem firmy Maybelline,
The Colossal Volum Express Mascara





Na pierwszy ogień rzucam tusz od Maybelline, The Colossal Volum Express Mascara. Producent obiecuje kolosalne pogrubienie, natychmiastowy rezultat i brak grudek. Wszystko to zostaje spełnione. Rzęsy nie tylko są pogrubione, ale nawet znacznie wydłużone. Niestety ta maskara nie wytrzymuje na rzęsach bez osypywania się, co jest ogromnym minusem. Mimo tego uwielbiam efekt, jaki można dzięki niej otrzymać i chyba moje dalsze poszukiwania odpowiedniego tuszu zatrzymają się właśnie na tej firmie. Może któraś wersja nie będzie się osypywać. Nie są specjalnie drogie, za co plus.










Producent tuszu firmy Astor, Big & beautiful BOOM! również obiecuje, że nasze rzęsy staną się jeszcze grubsze i wyraziste w mgnieniu oka. Dodaje również, że wystarczy jeden ruch i jedna warstwa. Efekt możecie zobaczyć na zdjęciu po lewej stronie. Moje rzęsy nie zostały ani bardziej pogrubione, ani nie stały się wyraziste. Właściwie nie zauważyłam nic oprócz przyciemnienia ich. Małym plusem jest  to, że podczas malowania nie powstają żadne grudki i nie wysycha za szybko. Tak więc wytuszowane są ładnie, tyle że nie ma tutaj żadnego efektu, który dla mnie jest najważniejszy, ponieważ na co dzień używam tylko tuszu. 



Po lewej stronie Astor, po prawej Maybelline. W obydwu przypadkach najpierw użyłam zalotki. Po użyciu pierwszego tuszu rzęsy natychmiast opadły. Zdjęcia może tego tak nie oddają, ale w rzeczywistości między efektami tych dwóch produktów jest ogromna różnica. Po Astorze moje rzęsy wyglądają tak samo jak przed pomalowaniem. 





Macie jakieś doświadczenia z tuszami tych firm?