sobota, 25 października 2014

Płyn micelarny Garnier 3w1

Wiem, że o tym płynie micelarnym mówiło się już dużo w blogosferze, ale ja zakupiłam go dopiero miesiąc temu, bo musiałam zużyć Biodermę. Garnier miał być właśnie jej tańszą alternatywą. Zapłaciła za niego niecałe 15 zł, a Bioderma kosztowała mnie ok. 50 zł. Trzeba jednak przyznać, że starczyła mi na 7 miesięcy, a miała 250 ml (!). Jest to jak najbardziej opłacalne, ale Garnier wychodzi jeszcze taniej i starcza na dłużej, bo jego pojemność wynosi 400 ml.

Więc tak, używam tego płynu już od miesiąca, a zużycie jest naprawdę niewielkie. Używam go do demakijażu twarzy, oczu i jako tonik. Wydaje się, że starczy mi na bardzo długo. Pozostawia na twarzy bardzo przyjemne uczucie, koi ją i łagodzi. Nie ściąga i nie wysusza skóry i nie zostawia zbyt tłustego filmu. Jest tak łagodny, że nie pojawiły mi się po nim podrażnienia ani pryszcze.

Jedyną jego wadą, jest jak dla mnie jego "bezzapachowość". Niby nie pachnie, ale kiedy nałożę go na twarz czuję jakby wilgotną ziemię z kwiatów.... średnio jest to przyjemne, ale taka jakość za taką cenę to naprawdę rzadkość. Mimo jego dziwnego (nie)zapachu warto w niego zainwestować. W dodatku często jest w promocji, więc jego cena waha się w granicach od 10 do 15 zł. 

Podsumowując: Łagodny (nie podrażnia, koi skórę), tani, dobrze oczyszcza, delikatnie nawilża, lekko śmierdzi.

Jest to po prostu bardzo przyjemny płyn do demakijażu. Łagodny i skuteczny, czego chcieć więcej? Jeśli macie na niego ochotę, jest teraz dostępny w Super-Pharm o 30% taniej. 

czwartek, 23 października 2014

Aktualizacja włosowa - październik

Hej! Dziś postanowiłam zrobić małą aktualizację włosową. Wybaczcie mi tylko te nieprofesjonalne zdjęcia, ale ostatnio zawsze, kiedy chcę zrobić fotki do aktualizacji, to nie ma przy mnie mojego pomocnika :)
Może tego nie widać, ale końcówki z przodu są dość przesuszone i porozdwajane. To oczywiście zasługa tego, że zapuszczam włosy z boba i od tamtej pory nie odwiedziłam fryzjera, żeby mi je wyrównał, tylko sama przy nich mieszam. W listopadzie mam zamiar w końcu udać się do profesjonalisty, który nada moim włosom odpowiedni kształt. Mam nadzieję, że znajdę kogoś, kto zrozumie, że zależy mi na długości i skróci ich jak najmniej. 

Jeśli chodzi o pielęgnację, to przez ostatni czas używam wzmacniającego szamponu Equilibra. Sprawdza się raczej średnio i mam po nim dość szorstkie i matowe włosy, ale chcę już go zużyć i kupić coś nowego. Moimi odżywkami są Timotei Precious Oil, Nivea z keratyną i balsam Babuszki Agafii. Do tego co jakiś czas olejuję włosy. Ostatnio zaczęłam kombinować i wymieszałam olej kokosowy z Alverde i odżywką Biovax. Wyszło całkiem przyjemnie i odżywczo.
Po każdym myciu pryskam włosy odżywką bez spłukiwania z Gliss Kur i to wszystko. Narzekam tylko na te niesforne końcówki, ale niedługo się ich pozbędę. Wiem, że wtedy cała fryzura zyska zupełnie inny, zdrowszy wygląd.

Na zdjęciu poniżej widać kilka białych kropek z rozdwojonych końcówek. W rzeczywistości jest ich o wiele więcej i ogólnie włosy z przodu są o wiele bardziej zniszczone niż z tyłu. Zdecydowanie nadszedł czas odwiedzić fryzjera, w końcu minął już rok! Nie wiem, czy nie zrobić sobie przy twarzy tak zwanych "pazurków", żeby nadać włosom trochę lekkości ale jednocześnie pozbyć się jak najwięcej zniszczeń.

Chętnie przeczytam Wasze porady na temat kształtu fryzury przy włosach mojej długości.


niedziela, 19 października 2014

OOTD #1: Warm autumn


Chciałam dzisiaj pokazać Wam jedną z moich ulubionych jesiennych stylizacji. Tym samym chciałabym zapoczątkować całą serię postów, w których będę pokazywać to, w czym chodzę. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i że może czymś Was zainspiruję. 
Na mojej twarzy brak jakiegokolwiek makijażu - typowa, leniwa niedziela, ale wyjątkowa, bo dawno nie było tak ciepło. Pogoda idealna na spokojny spacer, a na spacerze lubię być ubrana wygodnie i luźno.

Uwielbiam tą koszulę za to, że jest wykonana w 100% z bawełny. Jest mięciutka i całkiem gruba, więc spokojnie mogę ją nosić bez podkoszulki. Ciężko było taką znaleźć, bo większość wykonana jest ze sztucznego i bardzo cienkiego materiału. Ta idealnie nadaje się na jesień.

Koszula Reserved | Koszulka Cubus | Spodnie Zara | Trampki Converse 


środa, 15 października 2014

Priorin Extra - moja opinia

Jakiś czas temu na blogach zapanował szał na nowy suplement wzmacniający włosy o nazwie Priorin Extra. Z racji włosomniaczego bloga i ja mogłam wypróbować trzymiesięczną kurację, która miała zdziałać cuda na moich włosach. Miało być pięknie, cztery składniki, które miały zrobić swoje, czyli zahamować wypadanie i zwiększyć produkcję włosów. Tatatata... chyba wiecie już, jak było. Na pewno nie tak, jak obiecywał producent.

Zacznę od tego, że wytrzymałam biorąc Priorin tylko półtora miesiąca. Po tym okresie moja twarz zareagowała mnóstwem nieprzyjaciół. Nie jestem osobą, która aż tak poświęca się dla dobra testów i odstawiłam tabletki w kąt. Minęło trochę czasu i wszystko wróciło do normy. W ten sposób zostałam z półtorej opakowania tego specyfiku i nie wiem, co z nim zrobić. Jeśli któraś z Was ma ochotę go przetestować - chętnie go oddam. Jak nie - wyrzucam. 

Należy tutaj wspomnieć też o cenie. Kuracja wymaga stosowania go przez trzy miesiące, po dwie tabletki dziennie. Potrzebujemy więc trzy opakowania po 60 kapsułek, a jedno kosztuje ponad 60 zł. Cena kuracji wyniesie nas więc ponad 180 zł. Jest to bardzo dużo, jak na suplement wzmacniający i jak się o tym przekonałam - nie działający. Wiem, że półtora miesiąca to nie jest wystarczający czas, żeby ocenić działanie tabletek, ale jeśli źle wpłynęły one na moją cerę i nie mogę kontynuować ich stosowania, uznaję je za bubel. 

W trakcie mojej niedokończonej kuracji stan włosów nie poprawił się, nie przestały wypadać, a wręcz po odstawieniu ich włosy zaczęły lecieć jak szalone. 

Zwlekałam z podzieleniem się moją opinią o tym produkcie, bo nie chciałam pisać jej na świeżo, w nerwach. Chciałam na spokojnie opisać jego wady. U mnie się nie sprawdził. Nie wiem, jak u innych osób, bo nie zauważyłam, żeby pojawiały się na jego temat jakieś posty.

Podsumowując: U mnie nie dał rady. Uważam, że nie opłaca się inwestować takiej sumy w Priorin, na rynku można znaleźć dużo lepsze i tańsze suplementy, które być może będą efektowne, a jeśli nie, to nie będzie aż tak szkoda pieniędzy.

Jak sprawdził się u Was? Czy tylko ja mam o nim takie zdanie?

poniedziałek, 13 października 2014

Dodatki i meble do mieszkania w Biedronce!

Dziś w Biedronce pojawiła się nowa gazetka, o której koniecznie muszę Was poinformować! Tym razem w asortymencie znajdziemy pojemniczki na biżuterię, zestaw czterech wiklinowych koszyczków (które uwielbiam) i wygodne domowe kapcie-baleriny. Bardzo podoba mi się też ława wykonana w nowoczesnym stylu. Link do gazetki >KLIK<



To była pierwsza część Biedronkowej gazetki "Stylowe mieszkanie". 20 października pojawi się jej druga część, w której urzekła mnie biała komódka, o której marzę już od dawna. Jest naprawdę śliczna, a w tej cenie prezentuje się jeszcze lepiej :) Warty uwagi jest też ten niesamowity prysznic. Link do gazetki obowiązującej od 20 października >KLIK

niedziela, 12 października 2014

Ulubiony jesienny wosk - YC Salted Caramel

W poprzednim poście wspomniałam, że moim ulubionym zapachem na jesień jest wosk Yankee Candle Salted Caramel. Stwierdziłam, że napiszę o nim coś więcej, niż tylko tyle, że mi się podoba.

W przeciwieństwie do moich domowników, uwielbiam słodkie i duszące zapachy. Mało tego, jednym z moich ulubionych smaków jest właśnie karmel. Kiedy natknęłam się na ten wosk w sklepie, od razu trafił w moje ręce. Wystarczyła chwila w kominku i pokochałam go od "pierwszego powąchania". 
Wiem, że nie wszystkim może się on podobać, ale jeśli tak jak ja gustujecie w słodkich zapachach, powinien przypaść Wam do gustu. Nie potrafię dobrze określać zapachów, jednak tak, jak sama jego nazwa wskazuje, jest naprawdę słono-słodki, inny, wyjątkowy. Są w nim dwa przeciwne zapachy, które idealnie się komponują. 

Miałyście, bądź macie ten zapach w swojej woskowej kolekcji? Co o nim sądzicie? 

sobota, 11 października 2014

I ♥ fall

Piękna, polska (deszczowa i pochmurna), złota jesień już w pełni, więc nic nie stoi na przeszkodzie w zrobieniu tagu, który ostatnio krąży po blogach. Lubię takie zabawy i chętnie się do nich przyłączam :)

1. Ulubiony produkt do ust na jesień?
W tym roku mam tylko różową Babylips i muszę przyznać, że jest świetna, bo nadaje ustom delikatny, różowy kolor, który wprowadza mnie w pozytywny nastrój, kiedy za oknem plucha.
2. Ulubiony jesienny kolor lakieru do paznokci?
Zdecydowanie bordowy. W tym roku mam na jego punkcie obsesję. Do tego długie paznokcie i wszystko wygląda naprawdę kobieco.
3. Ulubiony jesienny napój?
Rozgrzewające herbaty to napój z którym się nie rozstaję. Mam do tego swój kubek-termos ze Starbucks'a i mogę lecieć w miasto.
4. Ulubiona świeca zapachowa?
Jesienią uwielbiam zapach Yankee Candle salted caramel. Jest słodki i zarazem bardzo klimatyczny. Idealnie wpasowuje się w mój jesienny gust.
5. Ulubione akcesoria jesienne w garderobie lub w domu? 
Akcesoria w domu to na pewno woski YC, a w garderobie grube, ciepłe swetry. Uwielbiam się takim owinąć i grzać.
6. Ulubiona zmiana w przyrodzie?
Uwielbiam odcienie jesieni i lubię patrzeć na kolorowe liście za oknem. Jeszcze bardziej lubię je fotografować. To wszystko ma niesamowity urok.
7. Ulubiony horror, film o duchach, film na Halloween?
Jeden z najstraszniejszych filmów, jakie oglądałam to "Grave Encounters". Niech Was nie zwiedzie, że na początku mało się dzieje. Później naprawdę można dostać zawału! Polecam tym, którzy tak jak ja lubią horrory o opuszczonych, nawiedzonych miejscach.
8. Ulubiony jesienny owoc/potrawa?
Nie mam ulubionego jesiennego jedzenia. Cały rok jem to samo.
9. Gdybyś poszła na imprezę halloweenową za co byś się przebrała? 
Ciekawe pytanie. Myślę, że przebrałabym się za nieźle zmasakrowane zombie. Miałabym dużo fajnej zabawy przy tworzeniu zgniłej twarzy. Tak, to byłoby zombie!
10. Jaki trend tej jesieni podoba Ci się najbardziej? 
Koszule w kratę. Jest w nich coś luźnego i zarazem dziewczęcego i kobiecego. Zaopatrzyłam się już w jedną. Koszule to była w tym sezonie moja miłość od pierwszego wejrzenia.
11.  Ulubione muzyka na jesień? 
Nie mam ulubionej jesiennej muzyki. Zawsze słucham tego, co aktualnie pasuje do mojego nastroju. 
12. Ulubiona stylizacja na jesień?
Botki, gruby szalik, jeansy, jakiś ciepły sweter i skórzana kurtka. Taka standardowa stylizacja jaką noszę jesienią. 
13. Ulubiona jesienna fryzura?
Zdecydowanie kitka lub kok. Jesienią, gdy powietrze jest wilgotne, często pada  i wieje nie widzę innego rozwiązania. Nie lubię, kiedy coś lata mi dookoła twarzy lub kiedy ułożę włosy a deszcz i tak zrobi swoje.
14. Ulubiony jesienny makijaż?
Nie mam, zawsze maluję się tak samo delikatnie. Podkład, korektor, tusz, bronzer i róż.
15. Co lubię, a czego nie lubię w jesieni?
W jesieni najbardziej lubię ten charakterystyczny, trochę romantyczny klimat. Chłodne wieczory spędzone pod kocem i przy filmie, w powietrzu zapach wosku a w ręku pyszna herbata. To, czego nie lubię w tej porze roku to częste opady deszczu. Nie lubię, kiedy pada i już.

piątek, 10 października 2014

Birthday Girl

No to kolejny rok minął. Nie mam na ten temat żadnych egzystencjalnych przemyśleń. Stawiam nowe kroki. "Dorosłe" życie pochłania mnie coraz mocniej. Najważniejsze, że mam wokół siebie ludzi, którzy mnie kochają i akceptują. Kilka lat temu napisałabym na pewno coś więcej. Coś o tym, że przede mną kolejny rok, w którym nie czeka mnie nic dobrego. Na szczęście uporałam się ze wszystkimi czarnymi myślami. Życie jest ciężkie, ale takie jest. Masz dwoje rodziców? Ciesz się. Nikt nie wyrzuca Cię z domu o 4 nad ranem? Ciesz się. Moje drugie ulubione motto brzmi "Twoje blizny są Twoją siłą". Wierzę w to. Wszystko, co kiedyś mnie osłabiało sprawiło, że dziś jestem silna. Mam może czasem trochę olewcze podejście, ale to naprawdę pozwala przetrwać. Najciekawsze w życiu jest to, że mijamy się na ulicy nie mając pojęcia, przez jakie piekło przeszła osoba stojąca obok.

No i wyszło na to, że jednak miałam jakieś przemyślenia.
Dziś są twoje urodziny
Taki ważny, zwykły dzień


poniedziałek, 6 października 2014

Tydzień w zdjęciach


1. Pierogi z kapustą i grzybami i ruskie. Roboty było bardzo dużo, ale wyszły przepyszne! 2. The Sims 4. Jestem Simomaniaczką i uważam, że wszystkie części są świetne, a najnowsza jest wyjątkowa. 3. Taaaki tam prosty outfit na coraz chłodniejsze dni.


4. Ostatnio koczek na wypełniaczu był moją ulubioną fryzurą, jednak nie noszę jej często bo "bolą" mnie po nim włosy. Tak czy inaczej, myślę, że wygląda super. 5. Taaaki duży kot jestem, całą połowę łóżka zajmuję i jeszcze stópkami wchodzę na drugą! 6. Nasz kot ma swojego misia którego zawsze depcze a potem na nim śpi :D Kocia logika.


7. Pyszne ciastka, które sama zrobiłam i sama jadłam (niby były pyszne... jasne!) 8. Kolejna jesienna stylówka, moja ulubiona, chodzę tak chyba cały czas! (ale robię pranie haha :D) 9. Kawa z bananem, mlekiem i bitą śmietaną. Pierwszy raz próbowałam takiego połączenia, nie było złe.


10. We wrześniu upłynęło nam razem dwa i pół roku. Ciągle jesteśmy w sobie zakochani po uszy! Najważniejsze to połączyć przyjaźń i miłość :) 11. Ognisko i pyszne kiełbaski. Moglibyśmy jeść tak cały czas. Tutaj trzy pieczenie na jednym ogniu (kiju) :D 12. Idealny poranek to kawa z bitą śmietaną i chwila na sprawdzenie co się dzieje w świecie.

czwartek, 2 października 2014

Hennowanie - Khadi Ciemny Brąz


W weekend postanowiłam po raz kolejny użyć henny Khadi. Było to już moje czwarte podejście i za każdym razem moje włosy stają się zupełnie inne - lepsze :)

Tym razem nieco ulepszyłam "papkę". Pół saszetki zalewałam ciepłą wodą do uzyskania konsystencji podobnej do śmietany. Później dodałam poniższe składniki:
  • Łyżka maski do włosów Wax Awokado (przy okazji w końcu ją zdenkowałam)
  • Łyżeczka cynamonu, żeby nieco złagodzić ostry zapach henny
  • Sok z połowy cytryny
Produkt dokładnie rozrobiłam w szklanej misce i  wymieszałam drewnianą łyżką. Zawinęłam miskę w reklamówkę i odstawiłam na kilka godzin w ciepłe miejsce, żeby henna uwolniła więcej barwnika.

Efekty, jakie uzyskałam na włosach, to przede wszystkim delikatna zmiana koloru. Włosy lekko się przyciemniły i nabrały cieplejszego, brązowego odcienia. Dodatkowo niesamowicie się błyszczą, są wygładzone i jakby grubsze w dotyku. Nie miałam żadnego przesuszenia, wszystko poszło dobrze.

Ogromnym minusem henny jest jej nieprzyjemny i bardzo intensywny zapach. Dla mnie jest on duszący i przyprawia mnie o ból głowy. Na moich włosach utrzymuje się on jeszcze do kilku myć, czyli długo, bo myję włosy co dwa dni. Jednak efekt, jaki daje podoba mi się na tyle, że jestem w stanie to wytrzymać. Domownicy niestety też muszą :)


Zdjęcie przed i po hennowaniu
Przy okazji możecie zobaczyć stan moich włosów. Kiedy zakładałam tego bloga były one w strasznym stanie >pierwszy włosowy post<, teraz moim zdaniem wyglądają naprawdę dobrze, a co najważniejsze, są całkiem naturalne, a do tego głównie dążyłam. Jeden cel osiągnęłam, teraz dążę do uzyskania satysfakcjonującej mnie długości :)