poniedziałek, 11 marca 2013

Coś tu śmierdzi - BUBEL

Nowość - większość zapragnęła mieć je w swojej kosmetyczce. W tym ja. Masło czekoladowe Sweet Sercet od Farmony urzekło mnie pięknym zapachem w opakowaniu, a odrzuciło obrzydliwym odorem na ciele. Jestem bardzo rozczarowana. Wyrzuciłam pieniądze w błoto a produktu NA PEWNO nie zużyję.
Zaczęło się dobrze. Kupiłam wersję z czekoladą - moim ulubionym zapachem kosmetyków. W pudełku pachnie smakowicie, intensywnie i mocno czekoladowo z nutą pistacji. Pierwsze kilka minut po posmarowaniu jest okej. Tragedia następuje, kiedy masło wyschnie. Na skórze pozostaje ŚMIERDZĄCY zapach. Nie wiem za bardzo, jak go określić. Po prostu śmierdzi, dusi, jest bardzo intensywny i niewiele ma wspólnego z czekoladą.
Naprawdę bardzo zabawna sytuacja. Siedziałam w pokoju i nagle zaczęłam czuć jakiś brzydki zapach. Nie wiedziałam skąd dochodzi, zaczęłam wszystko obwąchiwać i nic. Przyłożyłam rękę do nosa i wszystko się wyjaśniło.


Reszta rzeczy jest w porządku. Opakowanie to wygodny słoiczek o pojemności 225 ml. Konsystencja jest bardzo gęsta i zbita, jednak nie przeszkadza to w nakładaniu. Masło jest w miarę tłuste. Na skórze jest gładkie, a nawet jedwabiste, jak to opisał producent. W miarę może nawilżyć suchą skórę.



Myślę, że gdyby nie zapach, mógłby to być naprawdę fajny produkt. Nie wiem, jak sprawa wygląda z innymi wersjami zapachowymi. Tę jednak zdecydowanie odradzam.

17 komentarzy:

  1. Mnie się podobał zapach tego masła.

    OdpowiedzUsuń
  2. moja siostra go kiedys kupiła wiec znam ten smrodek - leżał sobie w łązience dobrych parę miesięcy nieużywany, aż go wywaliłam ;/ teraz wiem, ze nałożyłabym na włosy przed myciem - jako kremowanie włochów - może po zmyciu nie będa śmierdzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie szkoda mi go wyrzucić i też myślałam, czy może nie pokremować nim włosów. Wypróbuje tego przy jakiejś najbliższej okazji.

      Usuń
  3. Ja mam wersję waniliową i powiem, że pare miesięcy był naprawdę słodki, budyniowy zapach.. na skórze jak i w opakowaniu ale ostatno chciałam się posmarować, a tu zonk.. śmierdzi jak farba. Fakt, że może być przy końcówce daty ważności ale nie myślałam, że az tak kosmetyk może się zepsuć.. niemniej jednak wersję waniliową polecam, bo przy dość szybkim zużyciu nic się z nim nie dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy inaczej na Sweet Secret już się nie skuszę. Zniechęciła mnie ta sytuacja :(

      Usuń
  4. używałam kiedyś czegoś z tej serii, nie pamiętam dokładnie jaki to był zapach(chyba wanilia i indyjskie daktyle) i mi też do gustu nie przypadł. Te niby daktyle wyglądały zupełnie jak mak w budyniu i kompletnie nie szło ich wsmarować w skórę. Zostawały na niej jak takie drobinki. kompletna masakra. zużyłam je jako krem do stóp:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do wzięcia udziału w tagu:

    http://anumillia.blogspot.com/2013/03/tag-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Informacje co do projektu przesłane na maila. ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałam je kupić ale chyba zrezygnuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz spróbować. Opinie na jego temat są przeróżne. U mnie niestety był to niewypał...

      Usuń
  8. Ja miałam podobnie z masłem Tutti fruttu o zapachu liczi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam go, ale nie używam ostatnio, bo przejadł mi się zapach, ale nie mam zastrzeżeń do niego :)
    Zapach ma przytłaczający, ale na moją skórę działa całkiem oki :))
    Zresztą na moim blogu jest recenzja..

    OdpowiedzUsuń

  10. Wiele blogów zachwala ostatnio te produkty jednak nie miałam jeszcze okazji żadnego użyć :)


    Pozdrawiam koleżankę z Klubu Młodych Blogerek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się skusiłam właśnie przez to zachwalanie i wyszło jak wyszło... Pierwszy raz zawiodłam się na moim ukochanym zapachu czekolady :P

      Również pozdrawiam koleżankę :)

      Usuń
  11. dobrze wiedzieć , bo myślałam o zakupie tego produktu.

    A co do Twojej przygody z "poszukiwaniem" zapachu , miałam dokładnie to samo niegdyś z kremem do twarzy na noc z avonu, oczywiście wylądował w koszu

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)